Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2016

krzesło elektryczne i kot w piekarniku

Za nami trochę wolnego. Urlop znaczy się. I takie trzy zabawne sytuacje zanotowałam w pamięci (nie wszędzie było fifi:).

Dwie z nich mają w sobie nutkę grozy. Trzecia w typowym stylu mego Męża.
Na całość przymrużcie oko;)
1. W piątkowe popołudnie wyjeżdżaliśmy na weekend na wsi. Niestety wypadła nam niespodziewana wizyta lekarska, która poskutkowała dwugodzinnym kręceniem się po mieście. Nasza podróż jeszcze na dobre się nie rozkręciła, a Mi już włączyła marudzenie. To jasne - każdy z nas chciał być już w trasie, więc w pełni ją rozumiałam. W efekcie zanim w ogóle wyruszyliśmy z miejskich zakamarków, już mieliśmy dość. Do tego piątek to u nas Dzień Małej Zabaweczki, zatem należało jeszcze zakupić zabawkę i dopiero wtedy fru! w drogę:) Wychodząc samochodu - Misia miała zostać z tatą w aucie  - zapytałam ją o preferencje i tak powiedziała: "mamo, kup mi coś elektrycznego!" (bo teraz ma fazę na zabawki mechaniczne lub elektryczne, które "coś robią":)).

A Mąż pod nose…

wynagrodzenie minimalne:)

Gdy podczas domowych porządków znajduję zawieruszoną monetę, to czuję, jakbym oto dostała wypłatę:D




Uśmiecham się ironicznie i chowam ją do kieszeni. A podczas ostatniego sprzątania* znalazłam 50 gr, a potem niespodziewanie jeszcze 10 gr i pomyśałam: "Ooo! Premia!"
:)
*dawno to było i jak się nie wezmę, to niedługo u nas będzie tak:

na poprawę humoru, lawirując między stertami tego i owego, śpiewam sobie poniższą piosenkę: (bardzo lubię teledysk!)


albo tą (stare, ale nadal jare):

życzę Ci dobrego poniedziałku i twórczego tygodnia! :)