Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą komunikacja bez przemocy

Disneyem w płeć :)

Lubię bajki Disneya. No dobra - przyznam się - kocham bajki Disneya. Nie, te o księżniczkach nie bardzo. Ale te dzisiejsze, które tak pięknie potrafią mówić dzieciom o ich sile, o wartości odwagi, wierze we własne możliwości, o roli determinacji i wytrwałości w realizacji marzeń. Cenię je także dlatego, że mówią o tym dziewczynkom (coś mi się zdaje, że twórcy spod znaku Myszki Miki, próbują w ten sposób spłacić dług, za treści przekazane przez Kopciuszka i spółkę...*). Ten post nie będzie jednak manifestem feministycznym, bo ja siebie i Misię uczę, że człowiek, to najpierw... człowiek. Potem cała reszta. I jeśli chodzi o mnie koniec tematu. No ale świat w najróżniejszy sposób wysyła inne komunikaty. Czym Mi jest większa, tym wątków dystansujących (nie zaś pokazujących wartość, płynącą z naszej różnorodności) chłopców od dziewczynek pojawia się coraz więcej. Od problemu z różem i tiulowymi spódnicami (i całkiem poważnego wewnętrznego rozdarcia 5 - latki pt. "nosić czy nie......

stanowczy ton, okrzyk i wołanie - czyli co zamiast krzyku?

Wychowanie bez krzyku i bicia zyskuje coraz większą popularność wśród rodziców. To cieszy:) Stosuję tą strategię od pięciu lat. Często po omacku, z porażkami, innym razem z sukcesami. Czym więcej upływa czasu, tym czuję się w temacie pewniej. Ale nie chodzi o to, że opanowałam go idealnie i teraz występuję w roli zadzierającego wysoko nos eksperta - to nie ja! :) Sama zaczynałam od podstaw. Pełna wątpliwości . Pierwszy był impuls serca: "nie chcę bić", a potem "nie chcę krzyczeć". I z uporem zaczęłam wypracowywać strategie reagowania w sytuacjach, w których zachowanie Misi wymagało korekty. A potem próbowałam, próbowałam i jeszcze raz próbowałam . I wciąż jestem w drodze!  Dziś chcę się z Tobą podzielić moim doświadczeniem w porozumiewaniu się z dzieckiem bez używania przemocy - fizycznej i słownej. Dla mnie ważnym jego elementem jest rezygnacja z krzyku, jako narzędzia komunikacji. Sytuacji, w których dziecko potrzebuje naszego autorytetu, skutecznej reak...

jak panować nad reakcjami, czyli Pan Loyd i inne sposoby

Znasz ten moment, kiedy czujesz, że za chwilę rozerwie Cię od środka? I mimo, że z całej siły nie chcesz nakrzyczeć na dziecko i tak poddajesz się, podnosisz głos, rusza lawina. Padają te wszystkie słowa... Słowa za które, przepraszasz, obiecujesz, że to ostatni raz, płaczesz potem drugiej połowie w rękaw, że beznadziejny z Ciebie rodzic. Albo gryziesz się z tym, tonąc w oceanie własnego poczucia winy. A przecież wkładasz w trudną sytuację całą wiedzę internetu, z książek, blogów. I całe serce. Używasz tych mądrych empatycznych, bezprzemocowych komunikatów. I co z tego, że często zamieniasz się w łagodną oazę spokoju, skoro bywasz też potężnym, siejącym postrach huraganem? ... którym nie chcesz być... Rozumiem to, bo ja też nie chcę. I myślę sobie, że: a) zróżnicowane warunki atmosferyczne w rodzinnie zdarzają się i będę zdarzać. To normalne! Nie myśl, że sytuacja, w której zamiast empatii pokazałaś/eś kły i pazury przekreśla wszelkie Twoje sukcesy w relacji z dzieckiem! ...

może się zdziwisz, ale nie musisz

Przez chwilkę wyobraź sobie, że słowo musieć nie istnieje. Że nie musisz. Być może pomyślisz tak: "Jak to nie muszę ? Bzdura jakaś! Przecież:  muszę chodzić do pracy,   muszę troszczyć się o dzieci,  muszę dbać o zdrowie, o! albo jeść muszę , to oczywiste." Może się zdziwisz, ale nie musisz:)   Stawiam mój komunijny zegarek, że w tej chwili bardzo w to wątpisz: "No jak? Jeść nie muszę? A kredyt kto spłaci? No, matką to już całkiem nie mogę nie być? Bez przesady!"  Przesadzać nie zamierzam;)! Ale do tematu podchodzę całkiem na serio (niemniej jak zwykle z pogodą ducha:)). Przyjmuję Twoje niedowierzanie, bo też je czułam. Na osobę, która mi powiedziała, że globalnie  nie muszę, popatrzyłam za pierwszym razem, jak na przybysza z innej planety, oderwanego całkiem od ziemskiej rzeczywistości:) Ale zaufałam jej, bo wizja życia bez zbędnej spiny, wydawała mi się atrakcyjna. I przesiąkłam nią do cna! Zatem dziś to ja zapraszam Ci...

jednak podzielę włos na czworo

Odbieram Misię z przedszkola i słyszę:  - Mamo, dziś Albert* ciągał mnie za włosy.  Zgadnijcie co w pierwszym odruchu chciałam jej odpowiedzieć? ... "to pewnie dlatego, że cię lubi" lub "o! to znaczy, że mu się bardzo podobasz" albo "jesteś taka ładna, że chłopcy będą cię jeszcze nieraz zaczepiać" ... znajomo brzmi prawda? I pewnie puściłabym do niej oczko... i poczułabym się dumna... i wciągnęłabym ją w szeregi kobiet, które pozwalają mężczyznom na zbyt wiele w imię tego, że są atrakcyjne. Ale nie powiedziałam tak i potem całą drogę do domu moje myśli krążyły wokół tematu. Zapytałam ją tylko czy bolało, a ponieważ potwierdziła, to usłyszała, że mi przykro. Stwierdziłam, że nie miał żadnego prawa zadawać jej bólu i ona nigdy nie musi się na to godzić. A w środku wkurzona zwyczajnie byłam. Bo co to ma być? No sorry ej, ale to jest przemoc:( Przesadzam? Czyżby? Być może pomyślisz, że przecież zawsze tak było i było dobrze. Że chłopcy cią...

takie czasy, dobre czasy

proszę państwa nastąpiły pewne zmiany kotom nie daje się już mleka psom nie rzuca się kości człowiek nie powinien jeść chleba powszedniego* i lepiej nie karmić ptaków okruchami a dzieci się nie bije takie czasy . kropka ps. ot! jesienne przemyślenia:) zewnętrzna aura sprawia, że potoki myśli w mojej głowie wzburzają się  i podnosi się ich poziom (ilościowy:)), a to oznacza, że wzrasta zagrożenie powodziowo - tekstowe! oczywiście jeśli Misia wyzdrowieje (gardło ma wyjątkowo nieodporne na wirusy, może to dlatego, że tyle gada? - buzię ma bez przerwy otwartą!) i będę miała chwilę na blogowanie. *lepiej orkiszowy;)

"NIE" z miłości - Jesper Juul

Pragnę polecić Wam małą - wielką książkę. Format prawie kieszonkowy, niecałe sto stron. Pozycja absolutnie obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą nauczyć się mówić "NIE" swoim dzieciom i innym bliskim, a także samym sobie:) Jesper Juul jest znanym, wybitnym pedagogiem. Jego myśl wychowawcza niesie się po całym świecie między innymi dzięki organizacji Familylab. Z resztą co ja tam będę pisać, znajdziecie go z łatwością w sieci.  Na bank natraficie na wiele inspirujących artykułów. Jego najsłynniejsze dzieło to książka "Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej". Jest trudno dostępna, ja jej na razie nie upolowałam. Na szczęście natrafiłam na  "<Nie> z miłości". Właśnie wczoraj skończyłam ją czytać. To, że ma niewiele stron, nie znaczy, że da się ją łyknąć na raz. Przynajmniej mi się to nie udało. Dlaczego? Bo jest bardzo esencjonalna. Każda strona przepełniona jest głębokimi przemyśleniami, płynącymi z doświadczeni...

najgorsza matka na świecie

Wierzę w świat bez przemocy. Jedyne czego od nas taki świat wymaga to dialogu, prawdy i empatii. To tak niewiele. I takie dostępne. Eh. Uczę moją córkę, że z ludźmi nie trzeba rywalizować.  Że każdy ma w sobie szczerozłote serce, a jeśli go nie okazuje, to być może zapomniał o tym. Przedstawiam wartość współpracy. Nie wywieram presji, że coś musi, bo inni to robią. Rozmawiamy, gdy razem widzimy, że ktoś kogoś źle potraktował. Nauczyłam ją prawdy. Tylko raz mnie okłamała. Sama tego nie robię wobec niej. Pokazuję też, że warto dbać o swoje potrzeby, ale nie kosztem innych i na odwrót. Nie wciskam jej na siłę, że ludzie są tylko od tego, żeby sobie nawzajem pomagać. Ja uważam, że ludzie są od tego żeby być ze sobą, tworzyć relacje. Wspieranie jest jedną z form bycia razem z tysiąca możliwych (ale o tym napiszę innym razem:)). Pokazuję Misi, że życie to nie tylko wyścig z najlepszymi , obrona przed silniejszymi i pomaganie słabszym (przecież to brzmi jak pole bitwy...). Że p...

zakomunikuj mamo!

Już ze trzy lata temu widziałam pewien wywiad w telewizji. Osoby: pani psycholog i zaczepny dziennikarz. Temat: jak wytłumaczyć dziecku, że wakacje to wakacje i że wtedy jest większy luz i jakim cudem powrócić potem do codziennej rutyny? Psycholożka zupełnie naturalnie odpowiedziała oczywistą oczywistość, że z dzieckiem trzeba porozmawiać i wyjaśnić, że teraz jest tak i tak, bo to i to, ale jak wrócimy do domu to będzie znów normalnie. Kiedy wyślemy jasny komunikat dziecko zrozumie i będzie wiedziało czego się spodziewać. Już nawet dwuletnie dziecko potrafi zrozumieć, kiedy się je poinformuje. Tak powiedziała. Na to dziennikarz: Czyli jest pani zwolenniczką partnerskiego podejścia do dziecka (już wtedy okrytego złą sławą..., więc powiedział to tak wiecie: "tu cię mam")? A pani ekspert zupełnie spokojnie: Nie. Jestem za to zwolenniczką komunikowania się z dzieckiem. Utkwiło mi to w sercu i zawsze widziałam w naszej codzienności rezultaty takiego podejścia, sprawdzało...

bez klapsa, kar i nagród okiem praktyka i eskperta:)

[O poniższym artykule pisałam tutaj :  szlaban i puchar do lamusa . To właśnie on był moją pierwszą inspiracją do rezygnacji z kar i nagród. Opublikowany został w czerwcu 2012 roku, kiedy Mi miała pół roczku, czyli coś koło ko ko ko ko Euro spoko:). Uważam, że naprawdę warto go przeczytać, mimo, że jest długi (może na raty?:)) Mówi o  pełnej, pięknej relacji z dzieckiem, budowaniu prawdziwej więzi opartej na autorytecie, zaufaniu i miłości.  Ten tekst to kropla w morzu, ale dla mnie był początkiem wspaniałej wyprawy do świata bez przemocy. Przy okazji jest też nieco o klapsach.] Zapraszam do lektury! "Bicia uczymy, bijąc, krzyku, krzycząc, mówić "cholera" - mówiąc "cholera". Tłumaczenie nic nie da, jeśli nie pójdzie za tym nasz przykład - pisze w najnowszym numerze "W Drodze" Anna Dembińska.    Choć moje dzieci nie znają jeszcze kolejności dni tygodnia, jakimś cudem bezbłędnie wyczuwają, że jest czwartek. W czwartki...

bicie uczy, ale tylko złych rzeczy

Bardzo poruszyła mnie kampania Rzecznika Praw Dziecka o tym, że bicie uczy, ale... tylko złych rzeczy. Trafia do mnie, bo jest bardzo rzeczowa. Może stanowić zwięzłą odpowiedź na sformułowania typu: "bili mnie i co wielkiego mi się stało? jakoś wyrosłem na ludzi i dziś jestem dzięki (!) temu silny, dzielny, mądry, dobrze wychowany itp.". Za to nauczyłeś się, że: - przemoc jest najlepszym sposobem rozwiązywania problemów - że nawet najbliższych trzeba się bać - że silniejszy ma zawsze rację - że ludzie nie zasługują na szacunek - a jedyne co do nich przemawia to BÓL i STRACH 30 sekund, a tak treściwie! pomyśl czy nawet jeśli Tobie jest dobrze na świecie, mimo zaznanej przemocy, to czy także innym jest dobrze z Tobą? bardzo ważny - moim zdaniem  - artykuł na temat "bili mnie, ale nic mi nie jest" znalazłam na stronie blogojciec.pl (swoją drogą jeden z moich ulubionych blogów:)) kliknij: czy naprawdę wyrośliśmy na porządnych ludzi (trochę statysty...

czy jestem oazą spokoju i czy moje dziecko to aniołek?

Otóż nie. I nie. :) Wiem, to o czym piszę jest niepopularne. Budzi emocje. Różne. Rodzicielstwo bez kar i nagród, bez krzyku i bicia może się wydawać niewykonalnym zadaniem. I bywa takim. To często orka na ugorze. Tym ugorem jestem ja sama. Ze swoimi wzorcami, ograniczeniami, bagażem przekonań własnych i społecznych, wreszcie ze zwykłymi naturalnymi reakcjami emocjonalnymi. Upadam. To jasne. Niekiedy pomimo, że nie podniosę głosu potrafię zranić treścią, zachowaniem, mową ciała. Ale nie skupiam się na porażkach, idę do przodu. Wyczarowałam sobie pojęcie rodzicielski update - szybko aktualizuję dane i w kolejnym kontakcie z Misią staram się nie powielać popełnionej pomyłki. Czasem wyjdzie, czasem nie. Szepnę tu tylko jeszcze o cudotwórczym słowie przepraszam :) Bywają takie dni, okresy, momenty gdy jestem nerwowa. Ale nauczyłam się, że nerwowa nie oznacza wybuchowa. Kluczem do sukcesu jest zwykła, prosta komunikacja, np. "Misio miałam dziś trudny dzień, jestem zmęczona i...

1:0 dla miłości

Dziś taka sytuacja: Misia w domu, bo chora. Cały dzień swobody, co-mi-się-chce robienia, no wiadomo. Na efekty rozprężenia codzienności nie trzeba było długo czekać, bo jedynie do wieczora. Umowa była, że tak - dodatkowa bajka ok, ale potem idziesz prosto do łazienki. Poszła tam, a jakże, ale nie chciała wejść pod prysznic... Bo "prysznic jest głupi", "nie ma tam bąbelków", "nie wejdę", "głuuuupi prysznic", "nie", "NIE" "NIEEEE", "GŁUUPI prysznic" i tak po wielokroć. Te zawodzenia przeplatane były naszym: "Misia dalej, jestem głodny i zmęczony, chcę zjeść", "ja też jestem zmęczona i jak będziesz przeciągać, to skutek będzie taki, że nie starczy nam czasu na opowiadanie bajki, bo będzie zbyt późno", "wchodź pod ten prysznic", "Misio raz, raz - to będzie szybciutko i po sprawie", "Oj chyba było tu dziś za dużo swobody" (mąż mówi i z wyrzutem patrzy na mnie)....

taka prawda - kryzys nr 1682316812124

Jest kryzys:) niespodziewanie! naprawdę nic go nie zwiastowało. Wszystkie moje idee, postulaty i wysiłki przechodzą chrzest bojowy! To, co napisałam w blogerowym powrotowym expose leży na podłodze razem z wrzeszczącą Misią... Czy przestałam wierzyć w kierunek, który obrałam? Nie, noszę go w samym centrum macierzyńskiej miłości. Zatem trzymam się swojego i przechodzę próbę ognia:) Wątpliwości zawsze są - a może lepiej zasunąć jej karę? nakrzyczeć? może jak poczuje taki dyskomfort to się uspokoi? jak zobaczy mój gniew? jak zabiorę jej jakąś przyjemność? to wtedy przemyśli, zrozumie? Na razie każde siłowanie wygrywamy wszyscy we trójkę, na końcu... Wyciągamy wioski. Poszukujemy przyczyn - zawsze są! Gorzej z przedszkolem - tam nikt długo nie negocuje, karne krzesełko i już. Albo - "za twoje zachowanie cała grupa nie pójdzie na plac zabaw" (to już jest masakra - naprawdę? tak się łamie 4 latki?) Jedno jest pewne - odświeżam wiedzę, buduję nowe strategie, uczę się siebie...