Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2016

poniedziałek z twórczością Misi - pierniczki:)

Święta, a więc pieeeeerniczki:) Nakupiłam w dyskoncie pełno posypek i w tygodniu poprzedzającym Boże Narodzenie miałyśmy niezły fan:) Trochę kulinarny, nieco plastyczny i ciut zakatarzony, bo albo nasypałam za dużo przyprawy do pierników, albo za rok warto kupić mieszankę innej firmy. Albo sama pomieszam, o!


Wciąż zadziwia mnie precyzja i cierpliowść Misi w wykonywaniu takich prac:) Zobaczcie!

Klikając w zdjęcie zobaczysz je w pełnym formacie:)







:)

fanpage

Ekhm, ekhm, raz, dwa, raz, dwa, próba klawiatury:) Uwaga, uwaga - niniejszy blog posiada fanpage!
facebook.com/republikaradosci
to brzmi dumnie! :)
"No to funpage wystartował :):):) Ociągałam się - wiem. Ale już jest! W minionym tygodniu uzupełniałam posty na osi czasu. Znalazły się tu linki do wszystkich wpisów z tego roku. Zatem przewijając stronę możesz jeszcze raz przeżyć 2016 z Republiką Radości :):) Samą mnie zaskoczyło, że zamieniałam myśli i uczucia na literki aż 45 razy! to prawie jeden post na tydzień. A mi nieustannie wydaje się, że nie mam kiedy pisać i tak mało publikuję :):) ... Joy!"
Zapraszam:)

lisy - długopisy

Poniedziałek z Misi twórczością plastyczną: Lisy - długopisy:)


Moje dziecię często i chętnie rysuje długopisem, względnie ołówkiem. Później pracę  koloruje albo nie.  To zależy od natchnienia:) Mamy sporą kolekcję rysunków czarno-białych, granatowo-białych lub szaro - białych. W sumie to jaki długopis znajdzie, takiego używa. Bo przecież mamy też różowy i fioletowy, a jakże! oraz zielony i błękitny (mamo kupisz mi takie kolorowe żelopisy?). Kurczę szkoda, że nie zeskanowałam tych kolorowych, ale nadrobię to! 
Ta technika pozwala jej na uchwycenie szczegółów, a Mi bardzo to lubi. Z czasem dostrzegłam, że rysowanie długopisem, ołówkiem to jej specyficzny styl i sposób ekspresji. 
Poniższy rysunek podoba mi się szczególnie, bo zwierzaki są w ruchy, jest jakaś historia:) Coś jak komiks. Lisia rodzinka i przeprawa przez rzekę:) U góry pies ze spadochronem czuwa nad akcją.
Kliknij w obrazek, a zobaczysz go w pełnym formacie.


Dużo radości na ten tydzień zabiegany Wam życzę:)

jak dopiąć zimową kurtkę w ciąży?

Taki szybciutki post.

Moja serdeczna przyjaciółka jest w ciąży. I dzieli się ze mną różnymi ciekawymi rozwiązaniami dla mam z maleństem pod sercem. Tym razem napiszę o dwóch pomysłach na odzież dla Ciężarówek:)

1. Jesteś w tak zwanej wysokiej ciąży zimą? Zeszłoroczna kurtka się nie dopina, a nowa-specjalnie-dla-kobiet-w-ciąży kosztuje majątek? Zobacz co wymyślono - taki kawałek materiału z dwoma zamkami po dwóch stronach. Jeden jest prawy, a drugi lewy i przypinasz go pomiędzy poły własnej kurtki. Dla mnie genialne! A do tego przyda się jeszcze- jeśli zamierzasz nosić maluszka w chuście w zimne dni. Obojgu Wam będzie ciepło!






źródło: mamamotio.com

Mam adres zagranicznej firmy, ale na bank już coś takiego jest u nas:) A jak nie? Może właśnie odkryłaś/-eś pomysł na biznes?:)


2. Zaś poniższy produkt zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie: sukienka do porodu. Projektantom szpitalnych piżam moim zdaniem zabrakło empatii i pomysłowości. Zastanawiałam się też czy aby nie w ogóle wrażliwości …

Sekretne życie zwierzaków domowych - Misi plastyczna interpretacja

"Sekretne życie zwierzaków domowych" to film animowany dla dzieci, który gościł od września w kinach.

Dla naszej małej perły to szczególnie ważna bajka, bo to pierwsza, którą zobaczyła na dużym ekranie. Mi długo nie chciała chodzić na seanse, bo nie lubi tłocznych i głośnych miejsc. Ale zwiastuny oglądała z tak wielkim zainteresowaniem, że zdecydowała się na kino, popcorn i frajdę z poznania zabawnej przygody czworonożnych (i nie tylko) bohaterów.

Emocje związane z całym wydarzeniem wiele tygodni przelewała na papier.

Jesienią powstawały poniższe dzieła:

Aha! - najpierw dla tych, którzy nie znają bajki - oto jej niektórzy bohaterowie:



źródło obrazów: kliknij, kliknij
A tu wybrałam trzy z wieeelu rysunków przedstawiających bohaterów bajki. Kiedy klikniesz w obrazek zobaczysz go w pełnym formacie.



od lewej: Duke (ten duży kudłaty), Cloe (kot, któremu przydałaby się dieta), Bridget (biała nadpobudliwa kulka) oraz Max - główny bohater, którego Misia ukochała najbardziej:) Jakby b…

poniedziałki z twórczością Misi

Wpadłam na pewien pomysł. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu:)

Od dziś poniedziałki będą na niniejszym blogu dniem z Misi twórczością. Najczęściej plastyczną, bo to niezmiennie jej główne zainteresowanie. Ale nie tylko - ostatnio na przykład bawi się fotografią. To znaczy podprowadza mój aparat foto i trzaska trylion zdjęć:) Do tej pory szczęśliwie zdołała go nie upuścić! Uwielbia też budować z lego. Ponadto śpiewa, tańczy, podskakuje i itd. itp. Jak to dzieci:)

Niemniej zacznę od rysunków, bo zeskanowałam ich trochę niedawno.

Chciałabym móc napisać, że rozpoczynam cykl cotygodniowych postów na ten temat, ale zbyt dobrze siebie znam, by umieścić to magiczne słowo "cotygodniowych". Dlatego zadeklaruję, że w większość poniedziałków, albo w niektóre? Na pewno nie w każdy, choć dla Własnej przyjemności zadbam o systematyczność, bo po prostu uwielbiam prace mojego dziecka.

Mam nadzieję, że sprawią Wam tyle radości, ile mi i będą miłym rozpoczęciem tygodnia (prawie każdego:…

zielono mi...

Misi od czasu do czasu zdarza się zjadać babole. Tak właśnie - zielone babole. Temat wałkujemy na różne sposoby. Moje wywody o aspektach zdrowotnych, estetycznych i społecznych dają umiarkowane skutki. Sugestie, że jeśli już coś wydłubie, może wytrzeć to w chusteczkę, wykłady o higienie i moje wyznania, że mnie to po prostu po ludzku brzydzi - nie robią wrażenia. Długoterminowe ignorowanie zjawiska też nie działa. Miśka ma to wszystko najwyraźniej w... nosie:)

W sumie jakiś czas po rozmowie jest lepiej, ale jedzenie gili wraca z każdym sezonem na infekcje.

Dla mnie: horror!

W zeszłym tygodniu tak sobie wieczorem leżałyśmy, rozmawiałyśmy o życiu i nagle paluszek córki bezwiednie powędrował do noska, wygrzebał przekąskę, która została w mgnieniu oka zjedzona. Bleeeh -pomyślałam, fuuuj - pomyślałam i pełna niemocy zadałam pytanie:

- Słonko, czy to naprawdę jest fajne, to zjadanie gili?
- Mamo - mówi  pełna zachwytu - one są taaaaakie smaaaaaczne.

to jej (niebieska) perspektywa...
moja (

teoria wielkiego łup

wokół dziecka: bezpieczeństwo

A teraz pół żartem, pół serio:)

Robisz coś, ot! choćby obiad w kuchni, a dziecię w tym czasie jest poza zasięgiem Twojego wzroku, np. bawi się w swoim pokoju.

I nagle rozlega się wielkie ŁUP - uderzenie, łupnięcie, huk, trzask lub pęknięcie - no słowem odgłos zbliżającego się dramatu.

Wstrzymujesz oddech na jedną, góra dwie sekundy, nasłuchujesz jak rozwinie się sytuacja...

Cisza! Uff! nie włączyła się syrena, potomek nie zaczyna płakać lub krzyczeć z bólu albo przerażenia, a to oznacza, że nie ma ran ciętych, kłutych ani złamań otwartych. Zatem możesz dalej spokojnie przygotowywać posiłek.

Ale nagle - w trzeciej sekundzie - w twojej głowie rozbrzmiewa złowieszcze pytanie: a co jeśli nie płacze, bo... nie żyje???

I biegniesz. Sprawdzasz. Dobra żyje. Uspokajasz się, rozczulasz, chwilę przyglądasz jego zabawie. I to nic, że wszystkie książki leżą na podłodze, półka dynda na jednej śrubie, a z niej zwisa peleryna Supermena lub skrzydełka dowolnej wróżki. I n…

takie czasy, dobre czasy

proszę państwa
nastąpiły pewne zmiany

kotom nie daje się już mleka
psom nie rzuca się kości
człowiek nie powinien jeść chleba powszedniego*
i lepiej nie karmić ptaków okruchami

a dzieci się nie bije

takie czasy

. kropka


ps. ot! jesienne przemyślenia:) zewnętrzna aura sprawia, że potoki myśli w mojej głowie wzburzają się  i podnosi się ich poziom (ilościowy:)), a to oznacza, że wzrasta zagrożenie powodziowo - tekstowe!

oczywiście jeśli Misia wyzdrowieje (gardło ma wyjątkowo nieodporne na wirusy, może to dlatego, że tyle gada? - buzię ma bez przerwy otwartą!) i będę miała chwilę na blogowanie.



*lepiej orkiszowy;)

jak w bajce:)

No to krótko i na (bajkowy) temat:

Bardzo dobrze pamiętam pewną krótką wypowiedź mojej córki, bo padła w Dniu Matki, gdy Misia miała 3 latka:

Mi: mamooo, wiesz? ja jestem księżniczką, a tata jest moim księciem.
ja: Yhym, a ja?
Mi: Ty możesz być... smokiem!

To była rzeczowa wypowiedź, pełna pewności, że to dobre rozwiązanie.

Upłynęło trochę czasu i pani reżyser obsadziła mnie w nowej roli. Scena z wczorajszego wieczoru. Misia z tatą są w łazience i się przymilają:

Mi: Jestem księżniczką - mówi zalotnie. A ty jesteś moim księciem.
Mąż: Mmmm - rozpływa się, po czym pyta: A mama kim jest?
Mi: Hmmm może być służącą:)

a jak przy tym się chichrała!

To już nie wiem czy lepiej być smokiem czy służącą?

No dobra - poczekam - może doczekam się  roli jakiejś królowej, choćby złej albo wróżki chociaż. Z bagien. Na więcej nie liczę.

:)

wybieram optimum!

Moja złota myśl na dziś:

Nie dąż do perfekcji, zmierzaj ku optimum!

Mówię to sobie i Tobie, jeśli potrzebujesz:)

I takie oto ilustracje znalazłam do owego krótkiego zdania, które zawiera w sobie wszechświat moich myśli, rozważań i doświadczeń związanych z wyłażeniem z wszechogarniającego przymusu bycia na tip top.

Bo niby wszędzie się mówi, że nie trzeba być ideałem, żeby wyluzować, że era perfekcyjnych pań domu, wzorowych pracownic i padających z poświęcenia matek się skończyła. Ale gdzieś pod skórą cały czas miałam potrzebę, żeby przykręcać śrubkę. Że przecież stać mnie na więcej, no jeszcze tylko trochę motywacji, jeszcze 5 minut cierpliwości, 3 metry szybszym krokiem, 2 maile, 6 łyżek orkiszowej mąki. I dopiero wtedy będzie ok. I wtedy będzie jeszcze lepiej. Będzie idealnie.

No to ja się oficjalnie wypisałam z tego rwącego nurtu. Wystawiłam sobie zwolnienie z perfekcji. Bo lepiej nie będzie. Bo po prostu - PO PROSTU - już jest dobrze!!! Wystarczająco dobrze, satysfakcjonująco dobrz…

przytul dzisiaj

O przytulaniu - tak ładnie ujęte przez Lisie Sprawy. Najlepiej dziś i jutro, a! i pojutrze też:)

kolorowanki - moja pasja:)

"Kolorowanki? Nieee, to nie dla mnie. Nie mam w sobie tyle cierpliwości, poza tym Misia będzie od razu siedziała mi na kolanach. No i NIE MAM CZASU. A i jeszcze te wzory, jakieś takie esy floresy, a ja lubię harmonię. Nie, nie i nie!"

Siostra mi świadkiem, że tak właśnie gadałam jeszcze pół roku temu. Bo ona je pokochała bez reszty. Więc zazdrośnie spoglądałam na jej dzieła (DZIEŁA!) i powtarzałam, że ja tak nie umiem.

Aż pewnego razu miałam kijowy nastrój i pojechałam do niej na kawę bez mojej świty. Byłyśmy we dwie. No i piję kawę i się żalę, a siostra mówi: "masz! koloruj! zobaczysz - odstresujesz się". Podała mi kredki oraz kartkę w drobne wzorki. No to się zgodziłam. I było tak, jak powiedziała - bardzo się zrelaksowałam. Od tamtej pory pokolorowałam już około pięćdziesiąt najróżniejszych kolorowanek. I uwielbiam to zajęcie! Poniżej pokażę Ci kilka moich prac, ale najpierw podstawy teoretyczne:)

Atuty?
są mega łatwo dostępnym sposobem na oderwanie się choć na c…

"NIE" z miłości - Jesper Juul

Pragnę polecić Wam małą - wielką książkę. Format prawie kieszonkowy, niecałe sto stron. Pozycja absolutnie obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą nauczyć się mówić "NIE" swoim dzieciom i innym bliskim, a także samym sobie:)

Jesper Juul jest znanym, wybitnym pedagogiem. Jego myśl wychowawcza niesie się po całym świecie między innymi dzięki organizacji Familylab. Z resztą co ja tam będę pisać, znajdziecie go z łatwością w sieci.  Na bank natraficie na wiele inspirujących artykułów. Jego najsłynniejsze dzieło to książka "Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej". Jest trudno dostępna, ja jej na razie nie upolowałam.

Na szczęście natrafiłam na  "<Nie> z miłości". Właśnie wczoraj skończyłam ją czytać. To, że ma niewiele stron, nie znaczy, że da się ją łyknąć na raz. Przynajmniej mi się to nie udało. Dlaczego? Bo jest bardzo esencjonalna. Każda strona przepełniona jest głębokimi przemyśleniami, płynącymi z doświadczenia a…

krzesło elektryczne i kot w piekarniku

Za nami trochę wolnego. Urlop znaczy się. I takie trzy zabawne sytuacje zanotowałam w pamięci (nie wszędzie było fifi:).

Dwie z nich mają w sobie nutkę grozy. Trzecia w typowym stylu mego Męża.
Na całość przymrużcie oko;)
1. W piątkowe popołudnie wyjeżdżaliśmy na weekend na wsi. Niestety wypadła nam niespodziewana wizyta lekarska, która poskutkowała dwugodzinnym kręceniem się po mieście. Nasza podróż jeszcze na dobre się nie rozkręciła, a Mi już włączyła marudzenie. To jasne - każdy z nas chciał być już w trasie, więc w pełni ją rozumiałam. W efekcie zanim w ogóle wyruszyliśmy z miejskich zakamarków, już mieliśmy dość. Do tego piątek to u nas Dzień Małej Zabaweczki, zatem należało jeszcze zakupić zabawkę i dopiero wtedy fru! w drogę:) Wychodząc samochodu - Misia miała zostać z tatą w aucie  - zapytałam ją o preferencje i tak powiedziała: "mamo, kup mi coś elektrycznego!" (bo teraz ma fazę na zabawki mechaniczne lub elektryczne, które "coś robią":)).

A Mąż pod nose…

wynagrodzenie minimalne:)

Gdy podczas domowych porządków znajduję zawieruszoną monetę, to czuję, jakbym oto dostała wypłatę:D




Uśmiecham się ironicznie i chowam ją do kieszeni. A podczas ostatniego sprzątania* znalazłam 50 gr, a potem niespodziewanie jeszcze 10 gr i pomyśałam: "Ooo! Premia!"
:)
*dawno to było i jak się nie wezmę, to niedługo u nas będzie tak:

na poprawę humoru, lawirując między stertami tego i owego, śpiewam sobie poniższą piosenkę: (bardzo lubię teledysk!)


albo tą (stare, ale nadal jare):

życzę Ci dobrego poniedziałku i twórczego tygodnia! :)

co może sprawić, że dziewczyna powie brzydko?

Misi wczoraj po raz pierwszy nie wyszedł make'up:) Na rysunku wprawdzie, ale zawsze:)
Rysowała dwie dziewczynki i zawołała nagle pełna złości: "mamooooooo! nie udała mi się rzęsa". I ta rzęsa wyglądała, rzeczywiście jak pociągnięta zbyt dużą ilością tuszu...





To przypomniało mi filmik, który niedawno bardzo mnie rozbawił. Misi reakcja była bardzo podobna do tych poniżej:)


też tak macie?:) ja zdecydowanie!

najgorsza matka na świecie

Wierzę w świat bez przemocy.

Jedyne czego od nas taki świat wymaga to dialogu, prawdy i empatii.
To tak niewiele. I takie dostępne. Eh.

Uczę moją córkę, że z ludźmi nie trzeba rywalizować.  Że każdy ma w sobie szczerozłote serce, a jeśli go nie okazuje, to być może zapomniał o tym. Przedstawiam wartość współpracy. Nie wywieram presji, że coś musi, bo inni to robią. Rozmawiamy, gdy razem widzimy, że ktoś kogoś źle potraktował. Nauczyłam ją prawdy. Tylko raz mnie okłamała. Sama tego nie robię wobec niej. Pokazuję też, że warto dbać o swoje potrzeby, ale nie kosztem innych i na odwrót. Nie wciskam jej na siłę, że ludzie są tylko od tego, żeby sobie nawzajem pomagać. Ja uważam, że ludzie są od tego żeby być ze sobą, tworzyć relacje. Wspieranie jest jedną z form bycia razem z tysiąca możliwych (ale o tym napiszę innym razem:)).

Pokazuję Misi, że życie to nie tylko wyścig z najlepszymi, obrona przed silniejszymi i pomaganie słabszym (przecież to brzmi jak pole bitwy...).

Że pomiędzy tymi po…

zakomunikuj mamo!

Już ze trzy lata temu widziałam pewien wywiad w telewizji.

Osoby: pani psycholog i zaczepny dziennikarz.
Temat: jak wytłumaczyć dziecku, że wakacje to wakacje i że wtedy jest większy luz i jakim cudem powrócić potem do codziennej rutyny?

Psycholożka zupełnie naturalnie odpowiedziała oczywistą oczywistość, że z dzieckiem trzeba porozmawiać i wyjaśnić, że teraz jest tak i tak, bo to i to, ale jak wrócimy do domu to będzie znów normalnie. Kiedy wyślemy jasny komunikat dziecko zrozumie i będzie wiedziało czego się spodziewać. Już nawet dwuletnie dziecko potrafi zrozumieć, kiedy się je poinformuje. Tak powiedziała.

Na to dziennikarz: Czyli jest pani zwolenniczką partnerskiego podejścia do dziecka (już wtedy okrytego złą sławą..., więc powiedział to tak wiecie: "tu cię mam")?
A pani ekspert zupełnie spokojnie: Nie. Jestem za to zwolenniczką komunikowania się z dzieckiem.

Utkwiło mi to w sercu i zawsze widziałam w naszej codzienności rezultaty takiego podejścia, sprawdzało się! Ale…

coś w ten deseń:)

Mi ubrała się:

- legginsy granatowo-seledynowe w fioletowo-różowe duże motyle 
- spódniczka  miętowa w białe groszki i z falbanką
- bluzka na długi rękaw błękitna w taki mały wzorek typu łączka - bordowe różyczki
- spinki z kokardkami w biało-granatową kratkę
- trampki w kwiatki wszelkich kolorów

pod spodem gładka (!) bluzeczka na krótki rękaw w kolorze bladego różu. Oby się wypogodziło!

Dawno temu, kiedy kupowałam jeszcze prasę kobiecą (teraz tylko internety i Misi gazety z tryliardem! naklejek gratis i jakąś tandetną zabawką, która zawsze "coś robi") na stronie z hasłem "Trendy" pokazano dziwaczne jak dla mnie wtedy połączenia, np. spodnie w paski z bluzką w kwiaty, do tego niepasujące kolory, albo wzory etno do pary z geometrią. Do tego fasony z różnych dekad i tkaniny każda z innego podwórka.

"Co za ekstrawagancja!" - pomyślałam wówczas....


:)

czy Chińczycy siorbią?

na wesoło:)

1.
Siedzimy u babci.
Mąż: dobra jedziemy do domu, bo przede mną kupa roboty.
Misia: kupa robota? kupa robota!!!! hahahaha! kupa robota!
Ja: może ze śrubek?
Mi: tak, kupa ze śrubek, kupa, kupa, kupa robotaaaa ze śrubeeek:)

i leje do czerwoności. Znacie ten dziecięcy, zaraźliwy śmiech? Więc wszyscy w koło byliśmy rozbawieni, a hasło "mam kupę robota (zamiast roboty) już w  naszym słowniku zostanie:)

2.
Moje dziecko ma teraz fazę pytań z kosmosu. Robi coś, np. buduje z klocków i pyta:
"mamo, czy Chińczycy też siorbią?", albo gotujemy razem obiad i pada pytanie: "czy tata w pracy ma religię?"

(potem wpadłam skąd to pytanie: no bo Mąż ma angielski w robocie, a Mi w przedszkolu ma angielski i religię, więc wiadomo logika:))

3.
Misiunia oglądała bajkę. Gdy ta dobiegła końca, lektor wypowiedział słowo "koniec", a córa z lekceważeniem i złością, rzuciła w stronę ekranu "dupiec!". I poszła.


4.
Skoro już o tym, to przedwczoraj dostałam …

ciapek w łatki

Misia już jakiś kwartał temu opanowała Painta. I nie, nie siedzi przy nim dużo. Może w sumie z 10 razy po pół godzinie (powyżej tego czasu jej się nudzi i zwykle odchodzi od komputera) przez te trzy miesiące.

Widziałam już różne cuda, jakie stworzyła, ale to powaliło mnie na kolana. Zdolność dzieci do nauki, pomysłowość, umiejętność naśladowania - czuję zachwyt. Raz zrobiłam dla niej takiego pieska i ona na to tylko patrzyła, to było z miesiąc temu. Ja śmigałam szybko, nie było to więc celowe uczenie. Kilka dni temu robiłam coś w kuchni i jak mnie zawołała, nie wierzyłam własnym oczom. Ona ma 4 latka:)


a to ten mój sprzed miesiąca (Misia kolorowała i stworzyła dodatki)
dobra, dobra, wiem, widzę przecież:) -  Mi rządzi plastycznie!



blogi, które uwielbiam!

Poniżej znajdziesz listę blogów, które wprost uwielbiam. Są z tej samej branży, co mój czyli (jak to się ładnie z angielska zwie) - parentingowej.

Stanowią dla mnie inspirację, często budzą podziw i dodają otuchy - pokazują, że są osoby, które widzą dziecko, dzieciństwo, rodzicielstwo podobnie jak ja. I z tymi ideami są wśród najbardziej poczytnych blogów w kraju (w tej dziedzinie). Czyli to nie tylko moje widzimisię (widziMisię:)). I wówczas czuję, że jest nas więcej. Że istnieje szansa na zmiany, które mi się marzą:) Że na świecie będzie więcej zrozumienia, czucia i myślenia na gruncie wolności, a mniej przemocy. Kropla drąży skałę!

Autorzy są pomysłowi, kosmicznie inteligentni, mają cięty język i ciekawy styl pisania. Dużo ironii, sporo praktyki, trochę wzruszeń i mnóstwo refleksji. Im nie jest obojętne kim są ich dzieci, co robią, jak się rozwijają, w oparciu o co budują swój świat. I sorry, ale ich strony wyglądają mega profesjonalnie. Republiko ucz, się ucz:)

Nie będę pisać ob…

bez klapsa, kar i nagród okiem praktyka i eskperta:)

[O poniższym artykule pisałam tutaj:  szlaban i puchar do lamusa. To właśnie on był moją pierwszą inspiracją do rezygnacji z kar i nagród. Opublikowany został w czerwcu 2012 roku, kiedy Mi miała pół roczku, czyli coś koło ko ko ko ko Euro spoko:).

Uważam, że naprawdę warto go przeczytać, mimo, że jest długi (może na raty?:)) Mówi o  pełnej, pięknej relacji z dzieckiem, budowaniu prawdziwej więzi opartej na autorytecie, zaufaniu i miłości.  Ten tekst to kropla w morzu, ale dla mnie był początkiem wspaniałej wyprawy do świata bez przemocy. Przy okazji jest też nieco o klapsach.]


Zapraszam do lektury!

"Bicia uczymy, bijąc, krzyku, krzycząc, mówić "cholera" - mówiąc "cholera". Tłumaczenie nic nie da, jeśli nie pójdzie za tym nasz przykład - pisze w najnowszym numerze "W Drodze" Anna Dembińska. 

Choć moje dzieci nie znają jeszcze kolejności dni tygodnia, jakimś cudem bezbłędnie wyczuwają, że jest czwartek. W czwartki budzą się wcześniej niż…

adres e-mail:)

Jest! adres e-mail:)

kto pierwszy wyśle mi wiadomość?:)

republika.radosci@gmail.com

:D





10 metrów, pół sekundy od tragedii

wokół dziecka: bezpieczeństwo

Poszłyśmy wczoraj z Misią na rowerek (4 kołowy). Jechała głównie obok mnie, bo tłok był duży na alejce rowerowej. W pewnym momencie skręciłyśmy w boczną uliczkę, szeroki chodnik, zero ludzi i samochodów. Wyprzedziła mnie trochę, ale oceniłam, że spoko, tu jest bezpiecznie. Idę sobie za nią, coś tam myślę, jednak widzę, że już jest za daleko. Mówię więc "Misia hamuj", a ona nic, to ja znowu, a ona dalej jedzie. Widzę, że próbuje hamować, ale nie może, rozpędziła się nieco. Przyspieszam, do przejścia dla pieszych ma jeszcze 30 metrów, więc wiem, że spokojnie ją zatrzymam, idąc szybszym krokiem. Ale nagle Misia zdenerwowana, że nie może zahamować, ze sporą prędkością postanawia zawrócić w moją stronę... skręca więc w lewo i oczywiście to niemożliwe by zawróciła o 180 stopni. Zatem zawraca o 90 i leci prosto na ulice. Ponieważ jechała pomiędzy dwa zaparkowane auta, nie mogła zobaczyć, że nadjeżdża samochód... jak to zwykle się mówi - nie wiadomo sk…