Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą życie bez spiny

gacie po tacie

Tło: Nieopodal naszego domu jest mój ulubiony sklep drogeryjny. Przypadł mi do gustu, bo spośród chemii, którą kupuję* mają w zasadzie wszystko, czego potrzebuję. Ale nie to mnie najbardziej urzeka. Bardzo lubię tamtejszą obsługę. Zespół mega miłych pań. Po tylu latach robienia u nich zakupów znamy się na tyle, że polecą coś, jak korzystna promocja jest, krótko czasem pogadamy i wymienimy się uprzejmościami. Rotacja mała, więc twarze w zasadzie wciąż te same, a i moją fizjonomię pewnie już dobrze kojarzą. Uczę Mi (jak już - o ja nieszczęsna - zabieram ją ze sobą do sklepu. Staram się zostawiać ją z kimś w domu, gdy potrzebuję nabyć coś drogą zakupu**), że warto się ukłonić wszelkim pracownikom sklepu, więc w zamian pan ochroniarz, gdy widzi Misię serdecznie ją wita rozpromieniony. No to było miło. Gdyż kilka dni, po poniższej wizycie, czułam niezły obciach. Byłam czerwona, jak sprzedawane tam szminki. Kontekst: Z płcią dylematy są teraz. Co mogą chłopcy, a co dziewczyny: nosić...

2017 - rok (prawie) bez klawiatury

2017 to dla mnie rok szczególny. Nie był to czas wielkich kroków, potężnych zmian, narodzin czy odejść, zmieniających wszystko decyzji. Przynajmniej na zewnątrz. Bo wewnątrz robiłam generalne porządki. Więc tak naprawdę było mnóstwo małych kroków, czasem w rytmie: dwa do tyłu i jeden w przód. I małych zmian, maleńkich, czasem niezauważalnych. "Urodziły" się nowe pomysły, relacje, marzenia, rozwiązania. Pozwoliłam "odejść" temu, co nieuniknione, czego nie było sensu kurczowo trzymać i sama odeszłam, jeśli czułam, że to dla mnie właściwe.  A decyzje?  W pewnej sprawie podjęłam decyzję "nic nie zmieniam", która zmieniła wszystko :) Więc w sumie.... 2017 to dla mnie rok szczególny. Był to czas wielkich kroków, potężnych zmian, narodzin czy odejść, zmieniających wszystko decyzji. Układałam siebie samą jak puzzle już od długiego czasu, ale tak jak w tym roku nie napracowałam się jeszcze chyba nigdy. Nie było to łatwe. Trudne raczej. Cholernie trudne czasem. Mi...

tortowa wisienka na wakacjach

Mam przestój piśmienniczy. Każdy dzień, w którym z przyczyn organizacyjnych - szeroko pojętych - nie mogę pisać jest dla mnie jak smaczny tort, któremu brakuje wisienki:) Ale tak czasem jest i już. Wyrażam na to zgodę ;) I dlatego pomyślałam sobie, że skoro wychodzi tak, że nie mogę teraz zająć się blogowaniem (mimo wielkiej chęci) - to popłynę z tym nurtem i zrobię sobie WAKACJE :) I to długie. Bo do września. Latem jest co robić, prawda :D? Przynajmniej nie będę myśleć codziennie o tej wisience. Chyba, że znajdę ją w drinku lub koktajlu, ewentualnie w placku drożdżowym:) A na fejsie będę odgrzewać czasem kotleciki, czasem też coś wartościowego lub zabawnego udostępnię! fanpage republiki (klik) Dużo słońca, życzę tym którzy rozkochani są w upałach oraz dużo deszczu, tym którzy lubią moknąć w lipcu do ostatniej niteczki, wdychając świeżość przemokniętej, soczystej zieleni (jak np. ja!). Pozostałym - optymalnych warunków gdziekolwiek będziecie! Dla każdego wiele miłego:) Pa...

może się zdziwisz, ale nie musisz

Przez chwilkę wyobraź sobie, że słowo musieć nie istnieje. Że nie musisz. Być może pomyślisz tak: "Jak to nie muszę ? Bzdura jakaś! Przecież:  muszę chodzić do pracy,   muszę troszczyć się o dzieci,  muszę dbać o zdrowie, o! albo jeść muszę , to oczywiste." Może się zdziwisz, ale nie musisz:)   Stawiam mój komunijny zegarek, że w tej chwili bardzo w to wątpisz: "No jak? Jeść nie muszę? A kredyt kto spłaci? No, matką to już całkiem nie mogę nie być? Bez przesady!"  Przesadzać nie zamierzam;)! Ale do tematu podchodzę całkiem na serio (niemniej jak zwykle z pogodą ducha:)). Przyjmuję Twoje niedowierzanie, bo też je czułam. Na osobę, która mi powiedziała, że globalnie  nie muszę, popatrzyłam za pierwszym razem, jak na przybysza z innej planety, oderwanego całkiem od ziemskiej rzeczywistości:) Ale zaufałam jej, bo wizja życia bez zbędnej spiny, wydawała mi się atrakcyjna. I przesiąkłam nią do cna! Zatem dziś to ja zapraszam Ci...

wybieram optimum!

Moja złota myśl na dziś: Nie dąż do perfekcji, zmierzaj ku optimum! Mówię to sobie i Tobie, jeśli potrzebujesz:) I takie oto ilustracje znalazłam do owego krótkiego zdania, które zawiera w sobie wszechświat moich myśli, rozważań i doświadczeń związanych z wyłażeniem z wszechogarniającego przymusu bycia na tip top. Bo niby wszędzie się mówi, że nie trzeba być ideałem, żeby wyluzować, że era perfekcyjnych pań domu, wzorowych pracownic i padających z poświęcenia matek się skończyła. Ale gdzieś pod skórą cały czas miałam potrzebę, żeby przykręcać śrubkę. Że przecież stać mnie na więcej, no jeszcze tylko trochę motywacji, jeszcze 5 minut cierpliwości, 3 metry szybszym krokiem, 2 maile, 6 łyżek orkiszowej mąki. I dopiero wtedy będzie ok. I wtedy będzie jeszcze lepiej. Będzie idealnie. No to ja się oficjalnie wypisałam z tego rwącego nurtu. Wystawiłam sobie zwolnienie z perfekcji. Bo lepiej nie będzie. Bo po prostu - PO PROSTU - już jest dobrze!!! Wystarczająco dobrze, satysfakcjonu...