Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2012

tym razem sentymentalnie...

Zbliża się roczek Misi. A wiadomo, że jak jubileusz to podsumowania, powroty, sentymenty... I pewnie tak odrobinkę łzawo-podniośle będzie przez kilka najbliższych postów;)
Myślę ostatnio często o końcówce ciąży. Bo aura taka sama, bo buty
z zeszłego roku zimowe nieładne, acz wygodne wyciągnęłam, bo choinki
i mandarynki, bo bliscy świętujący mówią "pamiętasz jak w zeszłym roku wyglądałaś jak wieloryb?" lub "pamiętasz jak rok temu ledwo wlazłaś do nas na II piętro na Wigilię?". Pamiętam:) 
Pamiętam też, że wtedy nie umiałam sobie wyobrazić tego człowieczka, który we mnie mieszkał i za chwilę miał zerwać ze mną umowę najmu. Po głowie krążyły mi pytania: jak będzie wyglądać? jaki będzie miała (miał) temperament? a kolor włosów? jak to będzie ją (jego) pierwszy raz utulić? co poczuję? czy będę umiała? czy dam radę? 

W tym roku, jakoś krótko przed Świętami siedziałyśmy w kuchni. Misiunia
w swoim foteliku, ja na taborecie. W radio leciała nastrojowa świąteczna piosenka. Coś t…

międzyczas

To dobrze, gdy wyrywamy dla siebie skrawki czasoprzestrzeni, naginając ją z gorliwością godną bohaterów filmów sci-fi. W różnych zakamarkach planu doby, nieudolnie kryją się przed nami międzyczasy. Maleńkie odstępy czasu, które generujemy nie wiadomo jak, nie wiadomo skąd. Po co? Aby pociągnąć kreską oko, zawinąć szal*, łyknąć kawy, porozmawiać przez telefon, przeczytać pół strony książki, prasy (ostatnio mój ulubiony sport to wyścigi z Morfeuszem), coś tam obejrzeć, zająć się hobby, odpocząć - choćby 30 sekund, minutę, pięć lub kwadrans... Czas tylko dla nas. Bez kaszek, spadających bucików, pracy, troski o dom i męską grypę (moim zdaniem aktualna kampania jednego z farmaceutyków jest kapitalna:):):). Tylko tak można próbować zregenerować siły i uchronić siebie. Bo jest ryzyko, że w toku pełnienia ról wsiąkniemy w nie całkiem i staniemy się tym, co robimy (kucharką, pielęgniarką, szefową, gospodynią domową, opiekunką do dziecka, żoną swojego męża).

A przecież nasza najważniejsza rola…

samobójczy gol

Wykąpaliśmy Misię. Za chwilę ma się rozpocząć  najkrótsza część dnia (tzw. wieczór), podczas której resztkami sił upraszam uprzejmie Zacną Lady Powiekę Prawą i Szacowną Madame Powiekę Lewą o trzymanie fasonu*. Bo mmam tyyyle spraaaaw, ........poooomysłów, zaaaległości..........., rzeeeeczy do poooowiedzeniaaaaaaa Męęęę...żoooo....ffffiiiiiii......  

O rety! Nie spać, nie spać! Jeszcze troszkę!!! 

No bo my - ja i mąż mój -  wieczorami sprzątamy, załatwiamy różne sprawy okołodomowe. No i  staramy się spędzać trochę czasu razem - a to głębszą dyskusję sobie utniemy, bądź decyzję podejmiemy jakąś, to znów zdamy sobie relację z bieżących wydarzeń lub obejrzymy odcineczek (tak pieszczotliwie nazywamy części jakiegoś tam serialu, który akurat oglądamy - pewnie jak go tak zdrabniamy-pomniejszamy to nam się zdaje, że zabiera nam mniej czasu:)) itp., itd. Chwile na wagę złota. Szczególnie występujące w piątkowe i sobotnie wieczory.

A ja dziś strzeliłam sobie samobója. Z Lechem nie wygram...

Ja: Koc…

Misi porządki w porządku wszechświata

Misia ustawiła w rządku pod ścianą Galilelusza, Newtona oraz Einsteina i sprawdza, czy z tą grawitacją to na pewno prawda:) Pewnie się panowie stresują, bo przy tylu próbach upuszczania przedmiotów na podłogę, a nuż za którymś razem okaże się, że się mylili!!!

ja zaś tylu skonów nie zrobiłam od 7 klasy szkoły podstawowej. Pozdrawiam Panią od wuefu:) 


gwiezdny pyłek

W miniony piątek wróciłam z Misią ze spacerku. Była piękna, słoneczna pogoda. Posadziłam sobie Malutką na kolanach i ściągałam z niej kolejne warstwy spacerowych kubraczków. W pewnym momencie patrzę, a moja córeczka wyciąga łapki i coś próbuje chwytać. Przechyliłam i obniżyłam głowę, żeby zobaczyć co ona tam łapie? Na wysokości jej oczu padał żółty promień słońca, w którego blasku tańczyły drobinki kurzu, takie maciupeńkie. Byłam zaskoczona, że ona je dostrzega i rozczulona, że chce je radośnie złapać.

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz cieszyłam się z powodu kurzu...:)

Wpadłam na to, że czasami będę przedstawiać tu zachwyt na światem oczami szkrabinki:) Nazwałam ten cykl "Z niebieskiej perspektywy" na cześć koloru jej tęczówek.

absolutny must have!

Oto krótka lista modowych hitów, które absolutnie musisz mieć tej jesieni:
- zwiewny szal utkany z babiego lata; - korale z kasztanów; - usta pomalowane szminką w ulubionym kolorze, byleby były uśmiechnięte najpiękniej i najszczerzej, jak to możliwe (śmiej się do siebie! boisz się, że przechodnie uznają, żeś wariatka? pomyśl, że nie znają się na modzie! ot co!:)); - uroczy berecik z żółtego lub czerwonego liścia klonu; - bądź eko - wiadomo, że z liściem na głowie nie wsiądziesz do autobusu* (!), więc spacer w dwie strony gwarantowany!

:)

dokąd jadą misie, dlaczego słonie są zielone

Wszyscy znamy doskonale efekt kiepskich, letnich, tanecznych hitów, których na początku nie znosimy. Potem przyzwyczajamy się - w związku z częstotliwością emisji i stwierdzamy "nawet fajne, osłuchało mi się już". W trzeciej, ostatniej fazie cieszymy się, że idzie zima i skończy się endless summer, ustępując last-christmasom, white- christmasom i all-i-want-for-christmasom. No i dobra. Niezależnie od pory roku w naszej głowie może zrobić się mimowolna pętla - nucimy, pogwizdujemy śpiewamy, mruczymy.

Mąż znalazł w sieci pewne internetowe radio dla dzieci (polecił mu je kolegaz pracy - sprostowanie na życzenie mego małżonka - wyszło, że go słuchałam jednym uchem*:). Okazało się fajne. Stało się tłem naszych zabaw. Uprzejmie zaprosiliśmy je do naszego domu. No i dobra. Tylko że pętla ma nieco inny charakter - zaraża, niczym wirusem, potrzebą entuzjastycznego, spontanicznego i niekontrolowanego śpiewania na głos, niezależnie od właściwości wokalnych i okoliczności. Do tego mimowo…

"mamo rozkmiń to!" - część II

(c.d. http://www.republikaradosci.blogspot.com/2012/10/z-cyklu-byc-rodzicem-odc-32-pt-mamo.html)


Jeszcze w szpitalu poczułam, że sukcesem naszej komunikacji będzie założenie, że ja tu jestem od rozkminiania:) Uwierzyłam, że dziecko nie płacze "bez sensu", że zawsze kryją się za tym jakieś potrzeby, których  z oczywistych powodów nie jest w stanie samo sobie zaspokoić. Ktoś może powiedzieć: "Przecież nie można być na każde zawołanie dziecka" lub "dziecko musi płakać, bo płuca mu się lepiej rozwijają", albo "jak tak będziesz robić, to dziecko od razu wejdzie ci na głowę, a ty nie będziesz miała czasu dla siebie" i najgorsze o zgrozo!  "niech samo się uspokoi"*. Z moich obserwacji wynika, że dziecko, które ma pewność, że kiedy pojawi się potrzeba, mama/tata/opiekunowie zareagują i zrobią wszystko, żeby zrozumieć język niemowlęcia**, nie nadużywa tych "zawołań". Jest spokojne i samodzielne, radosne i ufne, do tego nie "dostos…

"mamo, rozkmiń to!" - część I

Do tej pory, kiedy myślałam "wola" do głowy przychodziły mi następujące skojarzenia: Zduńska Wola, wola narodu, ostatnia wola, wolna wola, Volare, Woland, Stalowa Wola, Wola dzielnica w stolicy i Żelazowa Wola...

Od kilku dni poznaję nowe obszary tego zagadnienia: czyjaś wola, a mianowicie  wola mojego dziecka. Misia odkryła, że ją ma i może oddziaływać na otoczenie poprzez orzekanie (choć bezsłowne jeszcze) swojej woli właśnie. Najczęściej woli akurat robić coś innego niż byłoby to zgodne z moją wolą. I co?  Dwa, trzy razy poczułam się bezsilna - przecież nie wytłumaczę takiemu maluszkowi, co jest w danej chwili lepsze lub właściwsze. Aż nagle voila! odkryłam, że ona  jest pełna swej dziecięcej mądrości. Bardzo sprytnie komunikuje mi czego chce i skłania do odszukania znaczenia jej zachowania, pomruków, sylab itp. 
Zatem zamiast się frustrować, pomyślałam, że to taka nasza zabawa w coraz bardziej złożone zagadeczki. Miśka je wymyśla, a ja odgaduję.
Przykład: Wczoraj. Czas popo…

niektórzy lubią poezję

To wielki dar, tak złapać myśli w locie i zamknąć je w wiersz, aby zachowały lekkość i nadal były pełne niczym nieskrępowanej swobody. Nie umiesz? Nie przejmuj się. Ktoś może zrobić to za Ciebie. Kto? - Poeta, a w tym przypadku poetka.


Wisława Szymborska
Są tacy, którzy
Są tacy, którzy sprawniej wykonują życie. Mają w sobie i wokół siebie porządek. Na wszystko sposób i słuszną odpowiedź.
Odgadują od razu kto kogo, kto z kim, w jakim celu, którędy.
Przybijają pieczątki do jedynych prawd, wrzucają do niszczarek fakty niepotrzebne, a osoby nieznane do z góry przeznaczonych im segregatorów.
Myślą tyle, co warto, ani chwili dłużej, bo za tą chwilą czai się wątpliwość.
A kiedy z bytu dostaną zwolnienie, opuszczają placówkę wskazanymi drzwiami.
Czasami im zazdroszczę - na szczęście to mija.
:)




fajnie być kobietą...

... bo jak bym była facetem, to nie miałabym takiego fajnego męża. A mam! 

Oto jaki prezent otrzymałam z okazji Dnia Patronki mojego imienia:) (poza "nudnymi" prezentami jak kwiaty, słodkości i woda toaletowa :P).
Wraca mąż z pracy i niesie karton po butach (znajomo wygląda to pudło, bo jest po moich trzewikach ślubnych).

Ale od początku. Każda z nas ma/miała na pewno takie obuwie, które kocha miłością bezgraniczną. Najczęściej trudno sobie przypomnieć kiedy było kupione i w związku z jego sędziwym wiekiem bywa nadgryzione zębem:
- czasu
lub
-psa
albo 
-wielu przetańczonych nocy
bądź
- nielitościwych polskich chodników.

Tak czy siak - takie buty od dawna wymagają reperacji, a niekiedy proszą się o utylizację. 

I tak było z moimi brązowymi sandałkami - paseczek zapinany wokół kostki wystrzępił się z jednej strony nawet bardziej niż z drugiej oraz  tu i ówdzie były miejsca wymagające klejenia. Ponieważ nie wydałam na nie majątku - zapadł wyrok - wyrzucam! Ale miłość to magia i przy pomocy…

może czasem coś wyrośnie... czyli teoria chaosu

Moje jestestwo, a tym samym i macierzyństwo wkroczyło w fazę, którą mogę  scharakteryzować tylko poniższym cytatem muzycznym:




Euro ma swój hymn, i ja także!

Już kilka niezłych dni straciłam na próbach znalezienia jakiegoś sensu, niejałowej interpretacji. Do tego każda próba uporządkowania tego i owego lądowała w koszu, a raczej obok niego. Zatem sięgam po znany mi już sposób (i nieraz uznany za skuteczny!) polegający na okiełznaniu nieskorej do współpracy rzeczywistości teraźniejszej i przeszłej za pomocą pisaniny. Weźmy to na wesoło.

Zatem Chaos nastał. A czymże on jest? Zdaniem Wikipedii (nie ma to jak sięgnąć do zacnego źródła:): 


Chaos (gr.Χάος Cháos, łac. Chaos ‘pustka’) – w mitologii greckiej uosobienie Próżni pierwotnej (stanu przed uporządkowaniem elementów wszechświata) Był to pierwotny stan egzystencji, z którego pochodzili pierwsi bogowie (Ziemia i Niebo). Był złożony z mieszanki pierwiastków, które starożytni Grecy uważali za podstawę świata: ziemi, wody, ognia i powietrza. Chao…

tor bez przeszkód

Półwiejska bez osób rozdających ulotki byłaby jak tort bez wisienki, Warszawa bez Pałacu Kultury i Nauki, Niemcy bez piwa i kiełbasy, Czesi bez Krecika, Anglia bez Księcia Williama, buty bez sznurówek, kawa bez kofeiny i pomidorowa bez makaronu (dla amatorów wersji alternatywnej: bez ryżu). Słowem - czegoś by jej brakowało. Wie o tym każdy mieszkaniec Miasta Doznań. Nie wiem jak Wy, ale ja zastanawiałam się długo co zrobić, żeby spaceru od Kupca Poznańskiego do przystanku pod Multikinem nie kończyć z pękiem zbędnej makulatury*. Stosowałam różne strategie: - na szaraka - cichutko i dyskretnie kicałam na boki - slalomowa - zamaszyście i ostentacyjnie omijałam rozdawców szerokim łukiem - w stylu sweet smile - uśmiech od ucha do ucha i serdeczne podziękowanie - asertywna - z zasady nie biorę! chłodne podziękowanie bez uśmiechu - kapitulacyjna - wzięłam!
żadna z nich mnie nie satysfakcjonowała. Zastanawiałam się co zrobić, żeby np. przestać być zauważalnym. I nagle jest! Jest powód dla kt…

czy leci z nami szewc:)?

Każdy młoda mama wie (i tata również), że przychodzi taki moment,
w którym kończą się hormony i beztroska jazda ze wspomaganiem. Nagle okazuje się, że trzecia noc z kolei, przespana na cztery raty jest wielkim wyzwaniem. Wokół rośnie góra spraw do uporządkowania - od sterty ciuszków do wyprania i wyprasowania, poprzez rutynę, która domaga się ułożenia co miesiąc w inny sposób, w takt zmieniających się potrzeb malucha,  po pracę zawodową obojga rodziców i pięć tysięcy innych spraw.
Pewnego dnia budzisz się i już wiesz, że jedziesz na swoim własnym paliwie, że trubodoładowanie się skończyło (pamiętacie jak w grze Mario zjadał takiego grzybka lub kwiatka i dzięki temu miał supermoce? [dla przypomnienia -http://www.youtube.com/watch?v=r5Vt4In7F0E  - swoją drogą super komentarz;)] tak właśnie działa organizm kobiety około 3 - 4 miesiące po porodzie, aż pewnego dnia...finitio!)
Ale weźmy to na radośnie. Cytat za ks. Twardowskim:
(z Książki "Nowe patyki i patyczki", za które dzięku…

na załączonym obrazku

Tym razem cytaty w obrazkach:) zaczerpnięte z profilu Mindful Moms Networking na Facebooku:)

O byciu mamą i żoną:)














List do M.

źródło: Elif Safak, Czarne mleko

(fragment książki) 

"Drogie Dziecko,
to pierwszy list, który do Ciebie piszę. Przeczytałam kiedyś, że niektóre tradycyjne plemiona wierzyły, iż dzieci wybierają sobie rodziców. Wtedy mnie to rozśmieszyło, ale teraz wydaje mi się całkiem wiarygodne. Wyobrażam sobie, jak siedzisz w niebie z aniołami i przeglądasz opasły katalog w skórzanej oprawie ze zdjęciami potencjalnych matek. Pod każdą fotografią widnieje krótki opis. Anioły przewracają kolejne strony z największa cierpliwością. A Ty przyglądasz się wszystkim kandydatkom niczym kupiec. 
           - Ta nie - mówisz. - Ania ta...
           Lekarki, inżynierki, gospodynie domowe i kobiety interesu migają Ci przed oczami. Chociaż jest tam wiele kobiet, które dobrze wykonują swoją pracę i są starannie wykształcone, ignorujesz je. 
           Nagle anioł przewraca kolejną stronę i widzisz moje zdjęcie. To nie jest moja najlepsza fotka. Mam potargane włosy - kolejny raz - i niedbały makijaż. jestem ubran…

piłkarskie emocje

Mąż wchodzi do kuchni, patrzy czule i mówi: - Ależ ja Cię kocham żonko - No to pomógłbyś mi posprzątać w kuchni i umyć lodówkę (w tle słychać, dźwięki charakterystyczne dla emisji meczu piłki nożnej) - Eee, jednak Cię nie kocham - Oooo - dobre na bloga - no to Cię kocham ja patrzę ze wzrokiem pt. "weź się ogarnij i podejmij decyzję" - wskutek czego mąż stwierdza: - co? mam mieszane uczucia...
Messi gola!

odpowiednie dać rzeczy słowo

Nie było mnie przy tym, ale jak Jarek mi opowiedział to zaniosłam się szczerym śmiechem:)
Mój mąż i K. opiekują się Misią - ja w tym czasie na uczelni (wróciłam już do pracy). No i coś tam sobie gadają. W pewnym momencie K. mówi co w stylu: "Ja to nie mogłabym być w ciąży i urodzić dziecka" Mąż: "No ale chcesz mieć dzieci" K.: "Tak, ale wynajmę sobie surykatkę"
 ... dopiero po chwili zorientowała się, że chodzi jej o surogatkę:)
Oczyma wyobraźni widzę tę biedną małą surykatkę, która dźwiga w swoim małym brzuszku dziecko K. większe od siebie:)





źródło: http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Plik:Surykatka.jpg

łabędzia szyja:)

Już jakieś dwa tygodnie temu byłam w odwiedzinach u Męża siostry i jej słodkich kilkuletnich Pociech.  Dzisiaj o J., który ma dwa latka z górką i jest wyjątkowo bystrym maluchem.
Kiedy wyjęłam pieluszki Misi J. zainteresował się ich rozmiarem oraz wzornictwem i skwitował "małe" oraz "moje  ine". W związku z tym ja mówię "to przynieś i pokaż swoje pieluszki". Na co J. ochoczo potakując radośnie oznajmił "Kopażę!" i poleciał po ekwipunek, który chciał kopazać:)
Miśka od jakiegoś czasu leżąc na brzuszku podnosi i utrzymuje  głowę rozglądając się na wszystkie strony. J. bacznie obserwował całą sytuację i błyskotliwie zauważył  "O! ma szyję".
No i na koniec o tym, że wszytko ma być tak, jak być powinno. Zakładam Misi czapeczkę, która bardzo się spodobała starszemu kuzynowi i odpowiadam, że to babcia jej zrobiła na drutach. J. słusznie dopomniał się w imieniu Gabi: "a szalik?":) No skoro ma szyję...:)

Dzieci - Największy Dar od …

przeprowadzka

W moim życiu jest jak w życiu każdego człowieka. Różnorodnie. Paleta moich doświadczeń i przeżyć jest dość, jakby to ująć...? hmmm... no bogata. Ostatnio zrozumiałam dlaczego piszę tego bloga - żeby wyławiać z codzienności to, co radosne, kolorowe, piękne, prawdziwe, wartościowe i niosące nadzieję. Jest to swego rodzaju trening, nauka cieszenia się pełnią życia. Pewnie tak jak ja wiecie, że jest to trudne zadanie...
Pisząc o przeprowadzce muszę wzbić się na wyżyny pozytywnego myślenia i z ogromu negatywnych przeżyć towarzyszących mi od kilku dni postaram się wydobyć zabawne, barwne i radosne sytuacje, żeby mimo wszystko także w ten sposób niniejszą przeprowadzkę zapamiętać! Krótko napiszę dlaczego tak mi ciężko. Dwukrotnie straciłam swój dom rodzinny, najpierw jako 8 -, a następnie 12 - latka. Potem moja rodzina nie zagrzała nigdzie miejsca na dłużej. Ostatecznie przeprowadzałam się 16 razy. Przez ostatnie lata opowiadałam jaka to ja jestem specjalistka od przeprowadzek i jak lubię s…

odrabianie zaległych lekcji

Wielkanocne, rodzinne rozgrywki w planszówkę "Kocham Cię Polsko". Drużyny: Ja, mój szwagier i przyjaciółka K. oraz drużyna przeciwna: moja siostra, jej syn K (przypominam - ma 12 lat i trochę) oraz mój mąż. Nasza mama pełniła rolę podpowiadaczki dla każdego zespołu w kategorii "kuchnia polska" (nie grała z nami, bo robiła w tym czasie na szydełku pelerynkę dla Misi na chrzciny, które nota bene już w następną niedzielę:)). Drużyna przeciwników stanęła na polu z biało-czerwoną mapką naszego pięknego kraju, a to oznacza pytanie z m.in. z historii. No i taka oto sytuacja:

w imieniu naszej drużyny K. czyta pytanie dla konkurentów: Jaki król organizował słynne czwartkowe obiady?
moja siostra (z pełnym entuzjazmem): Jan III Sobieski!!!
na to jej syn (z politowaniem): psss... Stanisław August Poniatowski!!!
moja siostra (lekko obrażonym tonem): co, jeszcze nie miałam tego na historii...

bo moja siostra (która wiek chrystusowy ma od pewnego czasu za sobą) postanowiła zrobić LO o…

pop-elina, conversy i lol

Misia ma fantastyczne kuzynostwo! Dzisiaj o najstarszym kuzynie - K., który ma 12 lat i trochę. Kilka dni temu spędziliśmy dzień we trójkę - K. nakłonił swoją mamę na "dzień - bez - szkoły" i spędził go ze mną i Malutką.  Przyjechał do nas wystrojony w kultowe conversy w kolorze oliwki, obcisłe dżiny, kurtkę w kolorze trampek i pasującą do wszystkiego arafatkę. Na głowie ma sięgającą niemal ramion, kręcącą się czuprynę w kolorze złota, która idealnie pasuje do wizerunku młodego rockmana. (oesuuu!, niedawno to jego prowadzałam w wózeczku na spacerek!)
Wypowiedzi i dialogi z K. to istna gratka! Oto kilka z nich:
"Ciocia, ta Misi czapeczka jest epicka" (to pozytywny, bardzo pochwalny epitet, epickie jest wszystko! - wypowiadając to słowo w dowolnej odmianie, należy nieco przedłużyć początek wyrazu - eeeepicko)
"K. przymierza się do napisania czegoś palcem na przydymianej szybie w drzwiach łazienki. Zauważyłam to w porę! - Co robisz?! - Chcę napisać lol - Nie rób…

post w Post lub Misioholiczka

Ten pierwszy tytuł posta wymyślił mój Mąż, miłośnik podwójnego dna językowego, naczelny ironista naszej rodziny, wyłapywacz słownych gierek i smaczków. Czasem myślę, że jego umysł to pojemnik z rozsypanym wewnątrz alfabetem. Wystarczy mentalnie pomieszać i już poprzez usta wypada coś bardzo intrygującego. I chociaż lubię pracę, którą teraz wykonuje, to myślę, że w pełni sprawdzałby się jako np. copywriter. Ma ktoś wolny wakat?:)
Ale w sumie to nie o tym. Wczoraj na spacerku rozczuliły mnie dwa dzieciaczki. Wiek około 9-11 lat, chłopiec i dziewczynka. Wychodzą z marketu, dumnie niosą przed sobą otwartą paczkę z chipsami, której zawartość pieczołowicie zajadają. I nagle dziewczynka mówi: "A wiesz? od chipsów można się uzależnić... naprawdę!"
"Nie no - myślę sobie - skoro od chipsów można się uzależnić, to moje uzależnienie od córeczki zostało w pełni uprawomocnione!"
Z każdym dniem mojego macierzyństwa coraz lepiej rozumiem zasadność występowania syndromu opuszczone…

PRAWDZIWA kobieta

Zadzwoniłam do S. Nie widziałyśmy się jakieś 1,5 miesiąca, a ja tu z rozmowy dowiaduję się, że ma nogę w szynie i serce na temblaku. Nie zastanawiałam się długo i postanowiłam wsadzić Misię w wózek, w autobus, aby zawitać do biednej i uziemionej cioci S. Wdrapałyśmy się z malutką na 4 piętro (to powód uziemienia S. i przyczyna mojej kilkuminutowej zadyszki - sama ledwo tam zawsze włażę, a teraz jeszcze niosłam mojego szkraba). No i ja przejęta chcę poznać kulisy wypadku przez który widzę ją o kuli z nogą w ortopedycznym wdzianku, a ta mi o sercowych dylematach:) No i chyba dopiero po godzinie i moim dopominaniu się "ale-co-z-tą-nogą" powiedziała mimochodem co się wydarzyło na stoku, jakbym zawracała jej głowę pierdołami. PRAWDZIWA KOBIETA, czyż nie?:)
Ps. Sałatka była pycha:)

Ron i Hermiona

Sobotnie przedpołudnie. Jesteśmy na spacerku. Ja, Misia, Mąż oraz A. z  małym J. I tak sobie idziemy i gadamy. A chwilę wcześniej spotkaliśmy znajomego mojego Małżonka ze studiów - my z wózkiem (stateczne małżeństwo, pełna powaga sytuacji:)), zaś on mówi do mnie: "cześć, jestem K. - i z rozbrajającym uśmiechem dodaje - sorry, ale jeszcze jestem pijany od wczoraj, impreza była". Poczuliśmy nutkę nostalgii za czasami studenckimi... No i potem na spacerku właśnie A. mówi do Męża mego: "I co jesteś już teraz Mugolem, co?" a on na to: "eeee, czasem sobie pozwolę jeszcze na jakieś czary-mary":)
hahhahahah:)

różne oblicza kobiecości

Zakochałam się w poniższym nagraniu:) posłuchaj całości:

ależ kobitka ma wdzięk i pazur*. 
Ja mam to szczęście, że zgrzeszyłabym, gdybym podpisała się pod jej słowami:)
Oto o moim Mężu w 2 odsłonach:
Zeszła niedziela. Miałam wychodne i poszłam do kina wraz z Przyjaciółką.  Pech chciał, że multipleksy od pewnego czasu  wygodnie rozlokowują centrach handlowych. Jak tylko wyszłyśmy z sali kinowej nasze nogi skierowały nas do dużego sieciowego sklepu z ubraniami, który ze swoimi przepełnionymi wieszakami wyglądał jak winorośl pełna kiści słodkich winogron. Najpierw splądrowałyśmy dział dziecięcy... Ale potem rzeczywiście na chwilę zapomniałam o byciu mamą i przypomniałam sobie, że jestem kobietą:) A ponieważ zbliżają się chrzciny Misi, to postanowiłam się z tej okazji obkupić. Szał zakupów przyjemna sprawa, gorzej, jak potem w domu weszłam na konto i dotarło do mnie, że wydałam 1/4 naszych funduszy na ten miesiąc... No nic, wystroiłam się w kreację i mówię do Męża: za żadne skarby nie po…

kultura jazdy, czyli wózek pojazdem uprzywilejowanym

Tak, tak wiem... w naszym pięknym kraju kultura jazdy samochodem jest na poziomie, który dyplomatycznie nazwę niewystarczającym. Wpychamy się, nie ustępujemy, łamiemy przepisy, złorzeczymy innym uczestnikom  ruchu drogowego. Ale okazuje się, że mama z wózkiem ma specjalne przywileje:) kiedy stoję na przejściu dla pieszych i czekam, kierowcy w własnej woli zatrzymują się i  mnie przepuszczają. Za pierwszym razem pomyślałam: "aha! kobieta, pewnie ma dzieci i wie jak to jest", ale z czasem zauważyłam, że kierowcy zatrzymują się niezależnie od wieku, płci i marki samochodu. W przeciwieństwie do okresu ciąży, z którego w temacie "ustępowania" mam wiele negatywnych wspomnień, czas wózka pozytywnie mnie zaskoczył. Podobno brzucha można nie zauważyć, no wózka raczej nie da się ukryć.
Za każdym razem uśmiecham się do kierowcy i dziękuję mu. A co! trzeba wzmacniać pozytywne postawy współobywateli:)

my sweet challenge

Leci już trzeci miesiąc życia Misi. Zwlekałam z napisaniem tego posta, żeby się nie przeliczyć i nie musieć odszczekiwać swoich słów. Ale teraz po gorszych i lepszych momentach w moim macierzyńskim doświadczeniu (które trwa już prawie rok, bo wliczam w ten okres także czas ciąży), stwierdzam, że potwierdziło się założenie, powstałe w mojej głowie w drugiej dobie po porodzie - MACIERZYŃSTWO JEST PIĘKNYM WYZWANIEM, NIE JEST ZAŚ TRUDEM. Przeniesienie tego małego akcentu, może językowego, ale myślę, że bardziej mentalnego pozwoliło mi podchodzić do wielu spraw zadaniowo, jako do sytuacji, które wymagają rozwiązania. Kiedy dodałam do tego wysiłek związany z budowaniem z malutką relacji opartej na bezwarunkowej miłości - okazało się, że nic piękniejszego nie mogło mi się trafić.

 Więc jeśli czytając to jesteś w ciąży lub na zupełnym początku bycia mamą - nie pozwól, żeby ktoś Ci powiedział, że od chwili narodzin dziecka będziesz nie do końca szczęśliwa, bo:
- będziesz niewyspana,
- obolała,
- z…

mały przenośny sejsmograf emocji

W tym tygodniu miałam taki jeden dzień, że się wściekłam. Nie, nie na Miśkę. Na sprawę w ogóle z nią niezwiązaną. I chodziłam taka zła od południa. Chociaż malutkiej tego nie okazywałam. Jak zwykle czule do niej mówiłam i śpiewałam piosenki...Około 17 kiedy Mąż wrócił z pracy, córeczka była w stanie takiego rozdrażnienia, że nie byliśmy w stanie jej niczym ukoić. Po prawie godzinie płaczu, który nazywam "płaczem do nieprzytomności" i próbie poszukiwań przyczyn tego stanu ("a może boli ją brzuszek", "może jet głodna", "może chce pić", "może chce spać" - za każdym razem podejmowaliśmy odpowiednie środki, czyli masaże brzuszka, karmienie, pojenie, próby usypiania - wszystko to na nic) nie wytrzymałam i musiałam wyjść do innego pomieszczenia. Tam wykrzyczałam z siebie całą wściekłość i poczułam ogromną ulgę. Po kilku sekundach przyszło totalne ukojenie! Już rozluźniona wróciłam do Misi, wzięłam ją na ręce. Dziewczynka uspokoiła się w tej s…

dziś są urodziny Twe

Mój najwspanialszy na świecie Mąż ma dziś urodziny. Z tej okazji poza prezentem ode mnie, otrzyma również prezent od córeczki:) Na razie nie mogę zdradzić co to jest, bo czekamy na powrót taty z pracy:) Ja także w swój ulubiony sposób świętuję kolejną wiosnę małżonka  - siedzę w piżamie i zajadam górę lodów, a w domu jest słodki rozgardiasz... cóż - dbam o swoje dobre samopoczucie na popołudnie:) Misia na razie śpi.

Zatem Mężu - życzę Ci jeszcze kilka takich cudownych dzieciaczków, jak nasza Misia, a także tego, żeby brylant który nosisz w swoim sercu zawsze błyszczał takim pięknym blaskiem, jak teraz - w dniu Twoich urodzin:)



5.03.2012 - co było prezentem? Misia "kupiła" tatusiowi torcik i wystroiła się w pierwszą w swoim życiu sukienkę i maciupeńkie bolerko w tym samym odcieniu:) wyglądała pięknie. Odświętnie a co!

przebiśniegi 2.0

Do malkontentów nie należę, jak sądzę, ale... muszę pomarudzić, gdyż spacerki z Misią przynoszą następujące spostrzeżenia: 

- kiedyś, jak topniał śnieg to wyłaniały się spod niego piękne, subtelne przebiśniegi. W dużym mieście, gdy topnieje śnieżna pokrywa wyłaniają się obrzydliwe, wszędobylskie psie kupy...
- gdyby chodniki w mojej dzielnicy mogły śpiewać z pewnością wykonywałyby taką oto mruczankę "jestem byle-jaki i mam same braki"

Tym samym spacer zamienia się z pięknej przechadzki z wózeczkiem, we wątpliwie przyjemny slalom gigant...

metoda prób i błędów

"Podstawowa rada, której udzielam rodzicom - i powtarzam ją wielokrotnie - to zachęta do zwolnienia obrotów i świadomego wyciszenia się. Poznanie własnego dziecka wymaga czasu, cierpliwości i spokojnej atmosfery. Wymaga też siły i kondycji, a także szacunku i dobroci, odpowiedzialności i dyscypliny, skupienia uwagi i czujnej obserwacji, a nade wszystko czasu i praktyki. Trzeba wiele razy zrobić coś źle, zanim nauczymy się robić to dobrze. Konieczne jest także słuchanie własnej intuicji."
Tracy Hogg, Język niemowląt, s.28
:)

hasło z Encyklopedii Dobrego Życia: pomagajki nadzwyczajne

pomagajki nadzwyczajne - odmiana z gatunku homo sapiens, najczęściej średniego wzrostu, (choć znane i opisane są osobniki nawet 2-metrowe). Miejscem występowania p.n. są legowiska innych homo sapiens, w których urodziły się młode (ich migrujące populacje są najbardziej liczne przez pierwszych 6 tygodni, kiedy to homosapiensięta określa się mianem noworodków). Kierunek migracji p.n. jest wyznaczany przez lokalizację poszczególnych legowisk. Najczęściej odbywa się to w sposób koncentryczny, gdzie centrum stanowi legowisko świeżo upieczonych rodziców, do którego schodzą się pozostałe osobniki.
Dotychczas poznano i skatalogowano wiele zwyczajów pomagajków nadzwyczajnych. Oto niektóre z nich: - p.n. przynoszą różne zdobycze niezbędne w pierwszych miesiącach życia homosapiensiąt - biolodzy potocznie nazywają te upolowane obiekty prezentami; - czynnie uczestniczą w dbałości o legowisko rodziców młodych - zmywają naczynia, zamiatają, prasują, piorą; - dzielą się własnym lub zasłyszanym doświ…

Lady Octopus

Kilka dni temu - moja kuchnia - góra naczyń. W zasadzie stałam przed alternatywą: zaparzenie herbaty w plastikowym pojemniku curvera  i smarowanie chleba drewnianą łyżką, albo pozmywaniem. Wybrałam tą drugą opcję i czekałam na dogodny moment, czyli przynajmniej godzinny sen Misi. Nie dało się - był to typowy dzień pod tytułem "przytul mnie mamo". Zatem postanowiłam wypróbować chustę. Mi była zachwycona. Zaskoczyło mnie to, że zasnęła słodko przytulona do mnie mimo, że dynamicznie ruszałam rękoma, jak to przy zmywaniu. Poczułam się bardzo pierwotnie - domowe obowiązki z dzidziusiem przy sercu:) 

Swoją drogą polecam film "Bobasy" - bardzo ładny dokument o 4 stylach wychowania malucha do roku. Mnie wiele zaskoczyło, a moim faworytem jest Panjao z Namibii. On całe swoje dzieciństwo jest naprawdę BEZ PRZERWY blisko mamy:) Film dla przyszłych i obecnych mam oraz osób fascynujących się różnicami kulturowymi.



Czekam na Wasze wrażenia i zachęcam do komentowania:)

ropucha i 40 małych żabek - odsłona 2

Mąż: Nałożyłem mamie galaretkę (przyrządzona była w większej misce) moja Mama: O! bardzo dziękuję Jarek: Nie ma za co, nałożyłem trochę większą porcję moja Mama: Oj, nie trzeba było Jarek: (wyciągając do mamy grzecznościowo torebkę z michałkami) Liczyłem, że dzięki temu mama zje mniej michałków moja Mama: Tak? o! to teraz jednak wezmę michałka :)
kocham ich!

jestem mamą... na zawsze od teraz:)

"Po narodzinach Sary mama i babcia wpadły w zachwyt, ja jednak nie podzielałam ich entuzjazmu. Pamiętam, jak spoglądając na córeczkę, myślałam: "Ojej, ona jest cała czerwona i pomarszczona" (...) Niania [tak autorka mówiła na swoją babcię] powiedziała mi wówczas: "Zaczęła się twoja misja miłości, Tracy. Będziesz matką do chwili, w której wydasz ostatnie tchnienie".
Tracy Hogg, Język niemowląt, s.198
:)