Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2012

przebiśniegi 2.0

Do malkontentów nie należę, jak sądzę, ale... muszę pomarudzić, gdyż spacerki z Misią przynoszą następujące spostrzeżenia: 

- kiedyś, jak topniał śnieg to wyłaniały się spod niego piękne, subtelne przebiśniegi. W dużym mieście, gdy topnieje śnieżna pokrywa wyłaniają się obrzydliwe, wszędobylskie psie kupy...
- gdyby chodniki w mojej dzielnicy mogły śpiewać z pewnością wykonywałyby taką oto mruczankę "jestem byle-jaki i mam same braki"

Tym samym spacer zamienia się z pięknej przechadzki z wózeczkiem, we wątpliwie przyjemny slalom gigant...

metoda prób i błędów

"Podstawowa rada, której udzielam rodzicom - i powtarzam ją wielokrotnie - to zachęta do zwolnienia obrotów i świadomego wyciszenia się. Poznanie własnego dziecka wymaga czasu, cierpliwości i spokojnej atmosfery. Wymaga też siły i kondycji, a także szacunku i dobroci, odpowiedzialności i dyscypliny, skupienia uwagi i czujnej obserwacji, a nade wszystko czasu i praktyki. Trzeba wiele razy zrobić coś źle, zanim nauczymy się robić to dobrze. Konieczne jest także słuchanie własnej intuicji."
Tracy Hogg, Język niemowląt, s.28
:)

hasło z Encyklopedii Dobrego Życia: pomagajki nadzwyczajne

pomagajki nadzwyczajne - odmiana z gatunku homo sapiens, najczęściej średniego wzrostu, (choć znane i opisane są osobniki nawet 2-metrowe). Miejscem występowania p.n. są legowiska innych homo sapiens, w których urodziły się młode (ich migrujące populacje są najbardziej liczne przez pierwszych 6 tygodni, kiedy to homosapiensięta określa się mianem noworodków). Kierunek migracji p.n. jest wyznaczany przez lokalizację poszczególnych legowisk. Najczęściej odbywa się to w sposób koncentryczny, gdzie centrum stanowi legowisko świeżo upieczonych rodziców, do którego schodzą się pozostałe osobniki.
Dotychczas poznano i skatalogowano wiele zwyczajów pomagajków nadzwyczajnych. Oto niektóre z nich: - p.n. przynoszą różne zdobycze niezbędne w pierwszych miesiącach życia homosapiensiąt - biolodzy potocznie nazywają te upolowane obiekty prezentami; - czynnie uczestniczą w dbałości o legowisko rodziców młodych - zmywają naczynia, zamiatają, prasują, piorą; - dzielą się własnym lub zasłyszanym doświ…

Lady Octopus

Kilka dni temu - moja kuchnia - góra naczyń. W zasadzie stałam przed alternatywą: zaparzenie herbaty w plastikowym pojemniku curvera  i smarowanie chleba drewnianą łyżką, albo pozmywaniem. Wybrałam tą drugą opcję i czekałam na dogodny moment, czyli przynajmniej godzinny sen Misi. Nie dało się - był to typowy dzień pod tytułem "przytul mnie mamo". Zatem postanowiłam wypróbować chustę. Mi była zachwycona. Zaskoczyło mnie to, że zasnęła słodko przytulona do mnie mimo, że dynamicznie ruszałam rękoma, jak to przy zmywaniu. Poczułam się bardzo pierwotnie - domowe obowiązki z dzidziusiem przy sercu:) 

Swoją drogą polecam film "Bobasy" - bardzo ładny dokument o 4 stylach wychowania malucha do roku. Mnie wiele zaskoczyło, a moim faworytem jest Panjao z Namibii. On całe swoje dzieciństwo jest naprawdę BEZ PRZERWY blisko mamy:) Film dla przyszłych i obecnych mam oraz osób fascynujących się różnicami kulturowymi.



Czekam na Wasze wrażenia i zachęcam do komentowania:)

ropucha i 40 małych żabek - odsłona 2

Mąż: Nałożyłem mamie galaretkę (przyrządzona była w większej misce) moja Mama: O! bardzo dziękuję Jarek: Nie ma za co, nałożyłem trochę większą porcję moja Mama: Oj, nie trzeba było Jarek: (wyciągając do mamy grzecznościowo torebkę z michałkami) Liczyłem, że dzięki temu mama zje mniej michałków moja Mama: Tak? o! to teraz jednak wezmę michałka :)
kocham ich!

jestem mamą... na zawsze od teraz:)

"Po narodzinach Sary mama i babcia wpadły w zachwyt, ja jednak nie podzielałam ich entuzjazmu. Pamiętam, jak spoglądając na córeczkę, myślałam: "Ojej, ona jest cała czerwona i pomarszczona" (...) Niania [tak autorka mówiła na swoją babcię] powiedziała mi wówczas: "Zaczęła się twoja misja miłości, Tracy. Będziesz matką do chwili, w której wydasz ostatnie tchnienie".
Tracy Hogg, Język niemowląt, s.198
:)

Charlie i fabryka...

Zamierzam poruszyć temat drażliwy, no drażniący przynajmniej zakończenia nerwowe w nosie, a mianowicie zagadnienie kupek:) Kilka dni temu, wieczór - ja umęczona już 8-krotnie powtórzonym procesem przewijania pieluszki z wątpliwie sympatyczną zawartością, staram się jakoś to sobie osłodzić i mówię do Myszki. - kto już zrobił tyle kupek, kto jest moją małą, wspaniałą fabryką kupek, moja mała córcia tak? itd. na co Mąż, leżąc na kanapie, oznajmia tonem godnym Ojca Mateusza, który akurat rozwikłał zagadkę kryminalną: - Nasze dziecko prowadzi nielegalną fabrykę kupek i tajnie współpracuje z  przedsiębiorstwem produkującym pieluszki:)

a woman's worth

My kobiety szukamy różnych źródeł poczucia własnej wartości. Przeglądamy się niczym w lusterkach w oczach mężczyzn, tych naszych i tych, którzy naszymi mogą się stać. Szukamy akceptującego spojrzenia przyjaciół i przyjaciółek. Czekamy na dobre słowo na swój temat od bliższych i dalszych znajomych oraz krewnych. A przecież oni wszyscy prezentują różny stopień zainteresowania współpracy z nami w zakresie budowania naszego poczucia wartości. Kolejnym, mało litościwym punktem odniesienia są media, lansujące Wiadomo-Co (młodość, chudość, wielozadaniowość - tak, tak kochane - jak nie jesteśmy Ośmiorniczkami, które mają mieć czas na Wszystko i jeszcze to Wszystko wykonywać na jak najlepszym poziomie, to jesteśmy skazane na przekonanie, że coś z nami jest nie tak...). Oczywiście oceniamy też same siebie - nasze spojrzenia w te prawdziwe zwierciadła, które odbijają nasz wizerunek na ogół skutkują powątpiewaniem w to, że jesteśmy piękne, kształtne, mądre i warte kochania. W tym przypadku surowy…

Mucha nie siada

Każdy widział jak wyglądała Anna Mucha 4 tygodnie po porodzie - istne marzenie każdej kobiety. Ja też tak chciałam - wrócić do wagi sprzed ciąży w niespełna miesiąc. I choć na moje oko wyglądam nie najgorzej i nigdy nie czułam się taka piękna (a wszystko to pewnie dzięki hormonom i poczuciu wartości płynącym z faktu bycia mamą), to waga na kontroli lekarskiej wskazała nieubłaganie, że zostało mi 7 kilo. Niby nic, ale ma to takie oto konsekwencje:
Wczoraj, wieczorem Jarek rozkłada łóżko, wyciąga pościel i mówi CAŁKIEM SERIO pełen konsternacji:
- Co tu robią 2 prześcieradła?
To drugie "prześcieradło" to moja nowa biała koszula nocna...
...
nie muszę chyba pisać, że pękłam ze śmiechu:)

to dobrze, że Pan Bóg ma poczucie humoru:)

http://www.youtube.com/watch?v=GyNPqud3Mhc

pamiętam jak tuż po ślubie wpadłam na ten kawałek buszując po YouTubie (albo ktoś mi polecił) i słuchając go płakałam, że jeszcze długo nie będę mamą, no bo trzeba się najpierw dorobić, zrobić karierę i tak dalej w ten (współcześnie obowiązujący,a nawet zobowiązujący) deseń. Tymczasem - Jestem Mamą:)*tytuł posta wziął się z dowcipu: Jaki jest najlepszy żart, jaki można opowiedzieć Panu Bogu? Wystarczy opowiedzieć mu jakie mamy plany:D

NoseFrida

(12.02.2012) Nie wszyscy wiedzą co to jest NoseFrida - zatem to taki przyrząd służący do... no cóż... wyciągania zawartości dziecięcego noska przy pomocy plastikowej rurki, gumowego wężyka i siły płuc rodzica. Wczoraj Frida miała swój debiut w naszym domu - jako ostatni Misiowy sprzęt, który nie był jeszcze używany, straszyła w pudełku złowieszczo czekając, aż będziemy musieli przełamać się i użyć jej np. z powodu pierwszego katarku. Nie jest to nic przyjemnego, ani dla dzidziusia, ani dla mamy lub taty. Ilekroć widziałam, jak ktoś ze starszych stażem rodziców stosował Fridę myślałam sobie - dla dziecka wszystko, ale to? w moich wyobrażeniach TO było ponad moje siły. Więcej mocy miał w tym temacie mój dzielny i niezastąpiony Mąż:) i wiecie co powiedział po kilkukrotnym zastosowaniu? "Myślałem, że to będzie totalny hardcore, ale okazuje się, że dla dzidziusia mogę zrobić wszystko, jeżeli tylko może mu to w jakiś sposób pomóc". Rozczuliłam się...

warto rozmawiać

(11.02.2012) Misia rozpoczęła długą drogę do opanowania sztuki mówienia. Z jej małego buziaczka zaczynają wypadać pierwsze literki. Mówię do Męża:
- Słyszysz - mówi coś jakby krótkie g lub gu (względnie gru, ghu)
Mąż: No, jak ją trzymałem to mówiła a i u.
Ja: No to może z tego powstać już jakiś wyraz.
Mąż: na przykład GUAG...
:)

you don't mess with the Zohan

(10.02.2012) Moja córka nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy i wodzi za mną oczkami, zatem podjęłam decyzję, że to najwyższy moment, żeby iść do fryzjera:) Już nie mogę się doczekać - dzisiaj o 14:) Poza tym wczoraj moja siostra z duszą na ramieniu (i Misią na drugim ramieniu) została godzinę z malutką, a ja wpadłam niczym tornado do Browaru - w 26 minut (tyle czasu spędziłam tam wg parkomatu) kupiłam sobie 2 bluzki razem z dojściem do sklepu, poszukiwaniem, przymierzaniem i powrotem do samochodu. No i oczywiście kupiłam coś dla Mi - urocze spodenki:) Teraz już tak chyba będzie - zawsze też coś dla niej;) Na razie mam fiksa na punkcie różu - nawet sobie samej kupiłam ostatnio różowe kapcie. Co na to Gabrysia? Jakoś dziwnym trafem zawsze jak założę jej coś uroczego i falbaniastego i RÓŻOWEGO, to akurat jej się uleje. Czasem trzy razy z rzędu, a po założeniu zielonego lub białego body jej mały żołądeczek dziwnie się uspokaja...
:)

nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji

(7.02.2012) Trochę statystyki - w ciągu ostatnich 5 dni (od czwartku do poniedziałku): spałam w sumie 12 godzin (na karimacie i krześle ogrodowym), zjadłam około 6 -7 sensownych posiłków, poziom stresu i zmęczenia sięgnął zenitu (obcinanie paznokci noworodkowi to jak Giewont w stosunku do Mont Everestu), przemierzyłam kilkanaście kilometrów do gabinetu zabiegowego ze swojej sali, gdzie chodziłam co 2 godziny dzień/noc. Tak kochani - byłyśmy z Myszką w szpitalu. Malutka czuje się już dobrze i wróciła do pełni zdrowia, a przede wszystkim do domu:):):) 
Zatem moje refleksje i spostrzeżenia: 1. Nadal uważam, a teraz z jeszcze większą siłą, że Macierzyństwo to najpiękniejszy stan, jaki może przydarzyć się człowiekowi. Mimo tego, że przeżyłam najtrudniejsze sytuacje, z jakimi do tej pory przyszło mi się kiedykolwiek w życiu zmierzyć. 2. Mam najwspanialszego Męża na świecie! 3. Zawsze uważnie dobierajcie pediatrę i w ogóle lekarzy. Mało brakowało, a diagnozy naszego lekarza dop…

skafander astronauty

(30.01.2012) Jestem na spacerku z Malutką i moją siostrą. Wieje zimny, styczniowy wiatr. Ja (tonem przejętej nowicjuszki): Wózki miały kiedyś taki materiał, taką plandekę osłaniającą dziecko od wiatru. Te nowoczesne (nasz model pochodzi z 2006 roku, więc można spokojnie powiedzieć nawet, że ponowowczesne:) - przyp. red.) tego nie mają, może jej tam wieje, może jej zimno (jest ubrana w odzież, kombinezon, zawinięta w gruby rożek i opatulona kołderką, ma czapeczkę i kaptur:)) Siostra na to (w jej głosie słyszę coś, co ma znamiona serdecznego politowania, ale może jestem przewrażliwiona:)): wiesz - zawsze możesz włożyć ją odwrotnie w kombinezon...
:)

tata do pracy

(25.01.2012) Powrót Taty do pracy. Misia to istna córunia tatunia - przespała dzisiaj 8 godzin, aby ten nie był niewyspany, a na do widzenia płakała po raz pierwszy prawdziwymi łzami!!!:) (chociaż najprawdopodobniej z powodu mokrej pieluszki)
:)

ropucha i czterdzieści małych żabek

(24.01.2012) W kuchni. Miła pogawędka teściowej z zięciem.
Moja mama: (krząta się, coś tam gotuje i zagaduje do mego Męża zaczepnie): "Teściowa we własnej kuchni to niezbyt wielkie szczęście co?"
Mąż: "Wie mama, raz w miesiącu jakoś to zniosę"
Mama: "Oj może być za często"

:) tytuł posta, dla tych, co nie znajo: jak nazywa się teściowa wieszająca firanki? no także tego:)

co zrobić, aby wielbłąd przeszedł przez ucho igielne?

(23.01.2012)Szykuję się na spacer z Misią. Mała już wyszykowana, w wózku z Mężem na dworze, czas na moje ubieranie. Zaglądam do szafy - przerażenie - nie mam czystych spodni!, poza parą sztruksów tzw. "sprzed ciąży". No i zmierzyłam się - i ku swojemu zdziwieniu, co tam zdziwieniu - szokowi raczej- weszłam w nie!!! Wprawdzie zapinałam je na leżąco, ale na spacerze się zimą przecież nie siada:) co byłoby raczej niemożliwe:D

co sprawia, że dzieci rosną?

(23.01.2012) Ja: (przewijam Mi i toczę z nią jak zwykle dialog) Kto tak rośnie, która Misia tak nam urosła (itd.)?"
Mąż: (zagląda do pokoju, przygląda się i oznajmia): Żono - musimy przestać podawać jej drożdże, a Ty musisz odstawić drożdżówki"
:) btw (Mąż właśnie poszedł do cukierni - chyba jednak chce, żeby córka rosła - ale pewnie z drugiej strony zależy mu na powrocie mamy/żony do formy sprzed ciąży, o czym może świadczyć prezent z zeszłego tygodnia, którym mnie obdarował - piłka do pilatesu, z której cieszyłam się jak głupia. Czyli ma Małżonek konflikt tragiczny - z jednej strony drożdżówki z drugiej piłka:)

peron 9 i 3/4

(22.01.2012) Myszka wczoraj zrobiła sobie paznokciem szramę na czole niczym Harry Potter:) W związku z powyższym musiałam zmierzyć się z wyzwaniem o najwyższym natężeniu stresu - obcinaniem paznokci noworodkowi! Matura? Obrona? Ślub? Poród? wszystko pikuś!:)

TOTALNE ZMĘCZENIE

(21.01.2012) wyciągam czarne pranie z pralki i nagle widzę długą białą nitkę... myślę "wtf? co ona tu robi?". Wyciągam ją i dociera do mnie pomału, że to są słuchawki... tym razem lotem błyskawicy dociera do mnie jeszcze gorsza prawda - WYPRAŁAM MĘŻOWI IPODA!!!! Z miną zbitego psa idę mu to oznajmić, a on dostaje ataku śmiechu (jestem przekonana, że to tylko i wyłącznie z powodu totalnego zmęczenia. Jaki normalny człowiek w tym momencie nie przyłożyłby swojej żonie... reprymendy?) A teraz deser - IPod działa:) (60 st., 2 godziny programu, 200 ml proszku - i nic!) Chce tym bardziej IPhona!:)

jak zawinąć pieluszkę tetrową? tetra rules!!

(18.01.2012) www.youtube.com/watch?v=J_7-JeyPDwQ
internetowy kurs zawijania pieluszek tetrowych ukończony:) YouTube rządzi!!! Nasza ulubiona to "na samolot" dodam tylko, że to mój mąż odnalazł i wykonał pierwszą:) Trochę przypomina mi to składanie origami:)
Ps. Skoro już chwalę mojego Męża to dodam, że jako totalny nowicjusz kuchenny wczoraj zrobił rosół!!! i mu wyszedł!

dwa łyki genetyki

(17.01.2012)Misia śpi, my totalnie zauroczeni patrzymy na nią dłuższą chwilę.
Ja: "nie no, oczy ma po mnie, no przynajmniej po mojej rodzinie"
Mąż: "no coś ty, to są całkiem moje oczy" - mówi on, od kilku dni zafascynowany siłą swoich genów
Ja: "tak? to co ma po mnie?"
Mąż: "alergię na proszek"
:)

nowa współlokatorka

(17.01.2012)
2:00 w nocy, siedzę na sławnym już fotelu, Misia śpi w moich ramionach, a ja budzę Męża.
Ja: "Mężuś, Mężusiu... (wyrywa się z baaaardzo głębokiego snu) weź ją i połóż do łóżeczka" -mówię.
On (mooocno zdziwionym tonem): "Kogo?"
:):):)

:)

(8.01.2012)tak, tak - to kilkudniowe milczenie z mojej strony oznacza, że... Misia jest już na świecie:) powitaliśmy ją w czwartek o 13:39:) od wczoraj jesteśmy w domu. Jak znajdę chwilę, to wstawię jakieś piękne zdjęcie:) Szukam na klawiaturze literek, którymi choć trochę mogłabym opisać moje szczęście - nie znajduję takich:):):)

kupiłam sobie siodło, czyli Anna Kowalska* i 27 innych znajomych lubi twój status.

Oto mój blog. Skąd pomysł na niego?  Jest takie dobrze wszystkim znane powiedzenie – jeśli jedna osoba mówi Ci, że jesteś koniem zignoruj to, ale jeśli usłyszałeś to już od pięciu osób – idź i kup sobie siodło...  Ponad 5 tygodni  temu zostałam  szczęśliwą mamą małej Misi. Moja codzienność zaczęła obfitować w miliony nowych doświadczeń, przemyśleń i radosnych chwil, w towarzystwie Maluszka i moich najbliższych. Dość szybko zaczęłam dzielić się tym wszystkim na Facebooku (niektórzy uważają, że cierpię na F.A.D, czyli Facebook Addiction Disorder – serio – jest takie zaburzenie, już jakieś 2 lata temu pisał o tym Newsweek:)). Wśród moich znajomych (nie tylko na FB) zaczęły pojawiać się głosy, że powinnam założyć bloga. Ja? Bloga? Pomysł podchwycił mój Mąż i zajął się sprawą od strony technicznej. Zatem nie miałam wyjścia, musiałam „kupić siodło”.  Moi drodzy ZNAJOMI:) - dedykuję Wam pierwszy wpis i wypijam Wasze zdrowie kubkiem kawy (zbożowej:))
Ps. http://socialtimes.com/facebook-addictio…