Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą z zielonej perspektywy

2017 - rok (prawie) bez klawiatury

2017 to dla mnie rok szczególny. Nie był to czas wielkich kroków, potężnych zmian, narodzin czy odejść, zmieniających wszystko decyzji. Przynajmniej na zewnątrz. Bo wewnątrz robiłam generalne porządki. Więc tak naprawdę było mnóstwo małych kroków, czasem w rytmie: dwa do tyłu i jeden w przód. I małych zmian, maleńkich, czasem niezauważalnych. "Urodziły" się nowe pomysły, relacje, marzenia, rozwiązania. Pozwoliłam "odejść" temu, co nieuniknione, czego nie było sensu kurczowo trzymać i sama odeszłam, jeśli czułam, że to dla mnie właściwe.  A decyzje?  W pewnej sprawie podjęłam decyzję "nic nie zmieniam", która zmieniła wszystko :) Więc w sumie.... 2017 to dla mnie rok szczególny. Był to czas wielkich kroków, potężnych zmian, narodzin czy odejść, zmieniających wszystko decyzji. Układałam siebie samą jak puzzle już od długiego czasu, ale tak jak w tym roku nie napracowałam się jeszcze chyba nigdy. Nie było to łatwe. Trudne raczej. Cholernie trudne czasem. Mi...

Disneyem w płeć :)

Lubię bajki Disneya. No dobra - przyznam się - kocham bajki Disneya. Nie, te o księżniczkach nie bardzo. Ale te dzisiejsze, które tak pięknie potrafią mówić dzieciom o ich sile, o wartości odwagi, wierze we własne możliwości, o roli determinacji i wytrwałości w realizacji marzeń. Cenię je także dlatego, że mówią o tym dziewczynkom (coś mi się zdaje, że twórcy spod znaku Myszki Miki, próbują w ten sposób spłacić dług, za treści przekazane przez Kopciuszka i spółkę...*). Ten post nie będzie jednak manifestem feministycznym, bo ja siebie i Misię uczę, że człowiek, to najpierw... człowiek. Potem cała reszta. I jeśli chodzi o mnie koniec tematu. No ale świat w najróżniejszy sposób wysyła inne komunikaty. Czym Mi jest większa, tym wątków dystansujących (nie zaś pokazujących wartość, płynącą z naszej różnorodności) chłopców od dziewczynek pojawia się coraz więcej. Od problemu z różem i tiulowymi spódnicami (i całkiem poważnego wewnętrznego rozdarcia 5 - latki pt. "nosić czy nie......

tortowa wisienka na wakacjach

Mam przestój piśmienniczy. Każdy dzień, w którym z przyczyn organizacyjnych - szeroko pojętych - nie mogę pisać jest dla mnie jak smaczny tort, któremu brakuje wisienki:) Ale tak czasem jest i już. Wyrażam na to zgodę ;) I dlatego pomyślałam sobie, że skoro wychodzi tak, że nie mogę teraz zająć się blogowaniem (mimo wielkiej chęci) - to popłynę z tym nurtem i zrobię sobie WAKACJE :) I to długie. Bo do września. Latem jest co robić, prawda :D? Przynajmniej nie będę myśleć codziennie o tej wisience. Chyba, że znajdę ją w drinku lub koktajlu, ewentualnie w placku drożdżowym:) A na fejsie będę odgrzewać czasem kotleciki, czasem też coś wartościowego lub zabawnego udostępnię! fanpage republiki (klik) Dużo słońca, życzę tym którzy rozkochani są w upałach oraz dużo deszczu, tym którzy lubią moknąć w lipcu do ostatniej niteczki, wdychając świeżość przemokniętej, soczystej zieleni (jak np. ja!). Pozostałym - optymalnych warunków gdziekolwiek będziecie! Dla każdego wiele miłego:) Pa...

sposób na kaszel, pożeraczka lodów i pół małpy

Trochę dialogów z Misią:) Wesoło mamy z nią ostatnio! 1. Nie dalej jak wczoraj, stoję w kuchni i sobie chrząkam cichutko, bo w gardle mnie drapie. Mi przychodzi po coś do lodówki, zatrzymuje się, patrzy na mnie i mówi, zupełnie MOIM tonem: - Odkaszlnij, ale tak porządnie, tak wiesz: eche, eche. No to ja, zgodnie z jej zaleceniem:  - Eche, eche!! - tak porządnie, jak tylko potrafię. - Dobrze! - mówi i idzie dalej we wcześniej obranym kierunku. Aż miałam ochotę jej powiedzieć: "Mamoooo, a zrobisz mi kanapkę?"... 2. Jadąc z Misią do cioci A., wstąpiłyśmy do sklepu i kupiłyśmy kubełek naszych ulubionych lodów czekoladowych. Miały być na deser. W między czasie moja młodzieży była na zbiórce harcerskiej. Wówczas my, z ciocią A. siadłyśmy do tych lodów... Odbieram Miśkę ze zbiórki. Idziemy sobie, opowiada mi co było. I nagle gwałtownie zmienia temat, łapie się pod bok i mówi: - I co? pewnie wyżarłyście z ciocią te lody!? ... Miałam nadzieję, że siostra dzieląc porcje pom...

takie czasy, dobre czasy

proszę państwa nastąpiły pewne zmiany kotom nie daje się już mleka psom nie rzuca się kości człowiek nie powinien jeść chleba powszedniego* i lepiej nie karmić ptaków okruchami a dzieci się nie bije takie czasy . kropka ps. ot! jesienne przemyślenia:) zewnętrzna aura sprawia, że potoki myśli w mojej głowie wzburzają się  i podnosi się ich poziom (ilościowy:)), a to oznacza, że wzrasta zagrożenie powodziowo - tekstowe! oczywiście jeśli Misia wyzdrowieje (gardło ma wyjątkowo nieodporne na wirusy, może to dlatego, że tyle gada? - buzię ma bez przerwy otwartą!) i będę miała chwilę na blogowanie. *lepiej orkiszowy;)

najgorsza matka na świecie

Wierzę w świat bez przemocy. Jedyne czego od nas taki świat wymaga to dialogu, prawdy i empatii. To tak niewiele. I takie dostępne. Eh. Uczę moją córkę, że z ludźmi nie trzeba rywalizować.  Że każdy ma w sobie szczerozłote serce, a jeśli go nie okazuje, to być może zapomniał o tym. Przedstawiam wartość współpracy. Nie wywieram presji, że coś musi, bo inni to robią. Rozmawiamy, gdy razem widzimy, że ktoś kogoś źle potraktował. Nauczyłam ją prawdy. Tylko raz mnie okłamała. Sama tego nie robię wobec niej. Pokazuję też, że warto dbać o swoje potrzeby, ale nie kosztem innych i na odwrót. Nie wciskam jej na siłę, że ludzie są tylko od tego, żeby sobie nawzajem pomagać. Ja uważam, że ludzie są od tego żeby być ze sobą, tworzyć relacje. Wspieranie jest jedną z form bycia razem z tysiąca możliwych (ale o tym napiszę innym razem:)). Pokazuję Misi, że życie to nie tylko wyścig z najlepszymi , obrona przed silniejszymi i pomaganie słabszym (przecież to brzmi jak pole bitwy...). Że p...

10 metrów, pół sekundy od tragedii

wokół dziecka: bezpieczeństwo Poszłyśmy wczoraj z Misią na rowerek (4 kołowy). Jechała głównie obok mnie, bo tłok był duży na alejce rowerowej. W pewnym momencie skręciłyśmy w boczną uliczkę, szeroki chodnik, zero ludzi i samochodów. Wyprzedziła mnie trochę, ale oceniłam, że spoko, tu jest bezpiecznie. Idę sobie za nią, coś tam myślę, jednak widzę, że już jest za daleko. Mówię więc "Misia hamuj", a ona nic, to ja znowu, a ona dalej jedzie. Widzę, że próbuje hamować, ale nie może, rozpędziła się nieco. Przyspieszam, do przejścia dla pieszych ma jeszcze 30 metrów, więc wiem, że spokojnie ją zatrzymam, idąc szybszym krokiem. Ale nagle Misia zdenerwowana, że nie może zahamować, ze sporą prędkością postanawia zawrócić w moją stronę... skręca więc w lewo i oczywiście to niemożliwe by zawróciła o 180 stopni. Zatem zawraca o 90 i leci prosto na ulice. Ponieważ jechała pomiędzy dwa zaparkowane auta, nie mogła zobaczyć, że nadjeżdża samochód... jak to zwykle się mówi - nie wiadomo sk...

lepsze jutro było wczoraj

Każdego dnia ciężko pracujemy na przyszłość naszych dzieci. Bo kochamy je całym sercem. Prawdziwie. Naszym wielkim marzeniem jest ich przyszły dobrobyt i dobrostan. Z myślą o tym szukamy najlepszych rozwiązań.  Pilnujemy codziennie, żeby dziecko odżywiało się prawidłowo, dobrze spało, było zdrowe i zadbane. Dużo wiemy o etapach rozwoju, psychologii. Ważne dla nas jest, żeby maluch miał czas na edukacyjne obowiązki, ale też twórczą zabawę. Dbamy o naukę języków, rozwój fizyczny, wspieramy talenty. Wybieramy świadomie placówki oświatowe. Pokazujemy świat i rozbudzamy ciekawość nim.  Wreszcie budujemy zaplecze finansowe i lokalowe. No i pewnie, no i dobrze. Chcemy dbać o te nasze dzieciaki. Plecaki, z którymi ruszą w dorosłość, z całej naszej dobrej woli staramy się zapakować po brzegi. Jednak... Powiedzmy sobie szczerze - harujemy, bo to wszystko nie jest za darmo.  Masę czasu i energii pochłania naszym rodzinom ta pogoń za dobrą przyszłością. Logistyka, administr...

mam dziecko

- Ma pan dziecko? - Mam sześcioletnią córkę - Ile ma pani dzieci? - Mam trójkę - Chcę mieć dziecko po trzydziestce - Oni chcą mieć dzieci - Mam dom, samochód, żonę, dzieci.... A gdyby tak zamiast mam mówić jestem ? Przyszedł taki moment kiedy zaczęło mi przeszkadzać, że mówię o Misi, że ją mam... Zaczęłam to zmieniać:  jestem mamą czteroletniej córeczki (a także:  jestem żoną, zamiast mam mężą). Niby takie nic, drobnostka, ale jak się chwilę przy tym zatrzymać i podumać, to okazuje się to być KOLOSALNĄ różnicą:) nie zawsze o tym pamiętam, bo mocno zakorzenione w języku jest to sformułowanie o posiadaniu ludzi:). Ale staram się zwracać sobie samej uwagę. Nie można kogoś mieć, można z kimś być, można być kimś.:) - Ma pan dziecko? - Jestem tatą sześcioletniej córeczki - Ile ma pani dzieci? - jestem mamą trójki wspaniałych dzieci - Chcę zostać mamą po trzydziestce - Oni bardzo starają się, żeby zostać rodzicami - Jestem mężem i ojcem, reszta to gadżety...