Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2012

pop-elina, conversy i lol

Misia ma fantastyczne kuzynostwo! Dzisiaj o najstarszym kuzynie - K., który ma 12 lat i trochę. Kilka dni temu spędziliśmy dzień we trójkę - K. nakłonił swoją mamę na "dzień - bez - szkoły" i spędził go ze mną i Malutką.  Przyjechał do nas wystrojony w kultowe conversy w kolorze oliwki, obcisłe dżiny, kurtkę w kolorze trampek i pasującą do wszystkiego arafatkę. Na głowie ma sięgającą niemal ramion, kręcącą się czuprynę w kolorze złota, która idealnie pasuje do wizerunku młodego rockmana. (oesuuu!, niedawno to jego prowadzałam w wózeczku na spacerek!)
Wypowiedzi i dialogi z K. to istna gratka! Oto kilka z nich:
"Ciocia, ta Misi czapeczka jest epicka" (to pozytywny, bardzo pochwalny epitet, epickie jest wszystko! - wypowiadając to słowo w dowolnej odmianie, należy nieco przedłużyć początek wyrazu - eeeepicko)
"K. przymierza się do napisania czegoś palcem na przydymianej szybie w drzwiach łazienki. Zauważyłam to w porę! - Co robisz?! - Chcę napisać lol - Nie rób…

post w Post lub Misioholiczka

Ten pierwszy tytuł posta wymyślił mój Mąż, miłośnik podwójnego dna językowego, naczelny ironista naszej rodziny, wyłapywacz słownych gierek i smaczków. Czasem myślę, że jego umysł to pojemnik z rozsypanym wewnątrz alfabetem. Wystarczy mentalnie pomieszać i już poprzez usta wypada coś bardzo intrygującego. I chociaż lubię pracę, którą teraz wykonuje, to myślę, że w pełni sprawdzałby się jako np. copywriter. Ma ktoś wolny wakat?:)
Ale w sumie to nie o tym. Wczoraj na spacerku rozczuliły mnie dwa dzieciaczki. Wiek około 9-11 lat, chłopiec i dziewczynka. Wychodzą z marketu, dumnie niosą przed sobą otwartą paczkę z chipsami, której zawartość pieczołowicie zajadają. I nagle dziewczynka mówi: "A wiesz? od chipsów można się uzależnić... naprawdę!"
"Nie no - myślę sobie - skoro od chipsów można się uzależnić, to moje uzależnienie od córeczki zostało w pełni uprawomocnione!"
Z każdym dniem mojego macierzyństwa coraz lepiej rozumiem zasadność występowania syndromu opuszczone…

PRAWDZIWA kobieta

Zadzwoniłam do S. Nie widziałyśmy się jakieś 1,5 miesiąca, a ja tu z rozmowy dowiaduję się, że ma nogę w szynie i serce na temblaku. Nie zastanawiałam się długo i postanowiłam wsadzić Misię w wózek, w autobus, aby zawitać do biednej i uziemionej cioci S. Wdrapałyśmy się z malutką na 4 piętro (to powód uziemienia S. i przyczyna mojej kilkuminutowej zadyszki - sama ledwo tam zawsze włażę, a teraz jeszcze niosłam mojego szkraba). No i ja przejęta chcę poznać kulisy wypadku przez który widzę ją o kuli z nogą w ortopedycznym wdzianku, a ta mi o sercowych dylematach:) No i chyba dopiero po godzinie i moim dopominaniu się "ale-co-z-tą-nogą" powiedziała mimochodem co się wydarzyło na stoku, jakbym zawracała jej głowę pierdołami. PRAWDZIWA KOBIETA, czyż nie?:)
Ps. Sałatka była pycha:)

Ron i Hermiona

Sobotnie przedpołudnie. Jesteśmy na spacerku. Ja, Misia, Mąż oraz A. z  małym J. I tak sobie idziemy i gadamy. A chwilę wcześniej spotkaliśmy znajomego mojego Małżonka ze studiów - my z wózkiem (stateczne małżeństwo, pełna powaga sytuacji:)), zaś on mówi do mnie: "cześć, jestem K. - i z rozbrajającym uśmiechem dodaje - sorry, ale jeszcze jestem pijany od wczoraj, impreza była". Poczuliśmy nutkę nostalgii za czasami studenckimi... No i potem na spacerku właśnie A. mówi do Męża mego: "I co jesteś już teraz Mugolem, co?" a on na to: "eeee, czasem sobie pozwolę jeszcze na jakieś czary-mary":)
hahhahahah:)

różne oblicza kobiecości

Zakochałam się w poniższym nagraniu:) posłuchaj całości:

ależ kobitka ma wdzięk i pazur*. 
Ja mam to szczęście, że zgrzeszyłabym, gdybym podpisała się pod jej słowami:)
Oto o moim Mężu w 2 odsłonach:
Zeszła niedziela. Miałam wychodne i poszłam do kina wraz z Przyjaciółką.  Pech chciał, że multipleksy od pewnego czasu  wygodnie rozlokowują centrach handlowych. Jak tylko wyszłyśmy z sali kinowej nasze nogi skierowały nas do dużego sieciowego sklepu z ubraniami, który ze swoimi przepełnionymi wieszakami wyglądał jak winorośl pełna kiści słodkich winogron. Najpierw splądrowałyśmy dział dziecięcy... Ale potem rzeczywiście na chwilę zapomniałam o byciu mamą i przypomniałam sobie, że jestem kobietą:) A ponieważ zbliżają się chrzciny Misi, to postanowiłam się z tej okazji obkupić. Szał zakupów przyjemna sprawa, gorzej, jak potem w domu weszłam na konto i dotarło do mnie, że wydałam 1/4 naszych funduszy na ten miesiąc... No nic, wystroiłam się w kreację i mówię do Męża: za żadne skarby nie po…

kultura jazdy, czyli wózek pojazdem uprzywilejowanym

Tak, tak wiem... w naszym pięknym kraju kultura jazdy samochodem jest na poziomie, który dyplomatycznie nazwę niewystarczającym. Wpychamy się, nie ustępujemy, łamiemy przepisy, złorzeczymy innym uczestnikom  ruchu drogowego. Ale okazuje się, że mama z wózkiem ma specjalne przywileje:) kiedy stoję na przejściu dla pieszych i czekam, kierowcy w własnej woli zatrzymują się i  mnie przepuszczają. Za pierwszym razem pomyślałam: "aha! kobieta, pewnie ma dzieci i wie jak to jest", ale z czasem zauważyłam, że kierowcy zatrzymują się niezależnie od wieku, płci i marki samochodu. W przeciwieństwie do okresu ciąży, z którego w temacie "ustępowania" mam wiele negatywnych wspomnień, czas wózka pozytywnie mnie zaskoczył. Podobno brzucha można nie zauważyć, no wózka raczej nie da się ukryć.
Za każdym razem uśmiecham się do kierowcy i dziękuję mu. A co! trzeba wzmacniać pozytywne postawy współobywateli:)

my sweet challenge

Leci już trzeci miesiąc życia Misi. Zwlekałam z napisaniem tego posta, żeby się nie przeliczyć i nie musieć odszczekiwać swoich słów. Ale teraz po gorszych i lepszych momentach w moim macierzyńskim doświadczeniu (które trwa już prawie rok, bo wliczam w ten okres także czas ciąży), stwierdzam, że potwierdziło się założenie, powstałe w mojej głowie w drugiej dobie po porodzie - MACIERZYŃSTWO JEST PIĘKNYM WYZWANIEM, NIE JEST ZAŚ TRUDEM. Przeniesienie tego małego akcentu, może językowego, ale myślę, że bardziej mentalnego pozwoliło mi podchodzić do wielu spraw zadaniowo, jako do sytuacji, które wymagają rozwiązania. Kiedy dodałam do tego wysiłek związany z budowaniem z malutką relacji opartej na bezwarunkowej miłości - okazało się, że nic piękniejszego nie mogło mi się trafić.

 Więc jeśli czytając to jesteś w ciąży lub na zupełnym początku bycia mamą - nie pozwól, żeby ktoś Ci powiedział, że od chwili narodzin dziecka będziesz nie do końca szczęśliwa, bo:
- będziesz niewyspana,
- obolała,
- z…

mały przenośny sejsmograf emocji

W tym tygodniu miałam taki jeden dzień, że się wściekłam. Nie, nie na Miśkę. Na sprawę w ogóle z nią niezwiązaną. I chodziłam taka zła od południa. Chociaż malutkiej tego nie okazywałam. Jak zwykle czule do niej mówiłam i śpiewałam piosenki...Około 17 kiedy Mąż wrócił z pracy, córeczka była w stanie takiego rozdrażnienia, że nie byliśmy w stanie jej niczym ukoić. Po prawie godzinie płaczu, który nazywam "płaczem do nieprzytomności" i próbie poszukiwań przyczyn tego stanu ("a może boli ją brzuszek", "może jet głodna", "może chce pić", "może chce spać" - za każdym razem podejmowaliśmy odpowiednie środki, czyli masaże brzuszka, karmienie, pojenie, próby usypiania - wszystko to na nic) nie wytrzymałam i musiałam wyjść do innego pomieszczenia. Tam wykrzyczałam z siebie całą wściekłość i poczułam ogromną ulgę. Po kilku sekundach przyszło totalne ukojenie! Już rozluźniona wróciłam do Misi, wzięłam ją na ręce. Dziewczynka uspokoiła się w tej s…

dziś są urodziny Twe

Mój najwspanialszy na świecie Mąż ma dziś urodziny. Z tej okazji poza prezentem ode mnie, otrzyma również prezent od córeczki:) Na razie nie mogę zdradzić co to jest, bo czekamy na powrót taty z pracy:) Ja także w swój ulubiony sposób świętuję kolejną wiosnę małżonka  - siedzę w piżamie i zajadam górę lodów, a w domu jest słodki rozgardiasz... cóż - dbam o swoje dobre samopoczucie na popołudnie:) Misia na razie śpi.

Zatem Mężu - życzę Ci jeszcze kilka takich cudownych dzieciaczków, jak nasza Misia, a także tego, żeby brylant który nosisz w swoim sercu zawsze błyszczał takim pięknym blaskiem, jak teraz - w dniu Twoich urodzin:)



5.03.2012 - co było prezentem? Misia "kupiła" tatusiowi torcik i wystroiła się w pierwszą w swoim życiu sukienkę i maciupeńkie bolerko w tym samym odcieniu:) wyglądała pięknie. Odświętnie a co!