Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą z niebieskiej perspektywy

gacie po tacie

Tło: Nieopodal naszego domu jest mój ulubiony sklep drogeryjny. Przypadł mi do gustu, bo spośród chemii, którą kupuję* mają w zasadzie wszystko, czego potrzebuję. Ale nie to mnie najbardziej urzeka. Bardzo lubię tamtejszą obsługę. Zespół mega miłych pań. Po tylu latach robienia u nich zakupów znamy się na tyle, że polecą coś, jak korzystna promocja jest, krótko czasem pogadamy i wymienimy się uprzejmościami. Rotacja mała, więc twarze w zasadzie wciąż te same, a i moją fizjonomię pewnie już dobrze kojarzą. Uczę Mi (jak już - o ja nieszczęsna - zabieram ją ze sobą do sklepu. Staram się zostawiać ją z kimś w domu, gdy potrzebuję nabyć coś drogą zakupu**), że warto się ukłonić wszelkim pracownikom sklepu, więc w zamian pan ochroniarz, gdy widzi Misię serdecznie ją wita rozpromieniony. No to było miło. Gdyż kilka dni, po poniższej wizycie, czułam niezły obciach. Byłam czerwona, jak sprzedawane tam szminki. Kontekst: Z płcią dylematy są teraz. Co mogą chłopcy, a co dziewczyny: nosić...

Disneyem w płeć :)

Lubię bajki Disneya. No dobra - przyznam się - kocham bajki Disneya. Nie, te o księżniczkach nie bardzo. Ale te dzisiejsze, które tak pięknie potrafią mówić dzieciom o ich sile, o wartości odwagi, wierze we własne możliwości, o roli determinacji i wytrwałości w realizacji marzeń. Cenię je także dlatego, że mówią o tym dziewczynkom (coś mi się zdaje, że twórcy spod znaku Myszki Miki, próbują w ten sposób spłacić dług, za treści przekazane przez Kopciuszka i spółkę...*). Ten post nie będzie jednak manifestem feministycznym, bo ja siebie i Misię uczę, że człowiek, to najpierw... człowiek. Potem cała reszta. I jeśli chodzi o mnie koniec tematu. No ale świat w najróżniejszy sposób wysyła inne komunikaty. Czym Mi jest większa, tym wątków dystansujących (nie zaś pokazujących wartość, płynącą z naszej różnorodności) chłopców od dziewczynek pojawia się coraz więcej. Od problemu z różem i tiulowymi spódnicami (i całkiem poważnego wewnętrznego rozdarcia 5 - latki pt. "nosić czy nie......

zielono mi...

Misi od czasu do czasu zdarza się zjadać babole. Tak właśnie - zielone babole. Temat wałkujemy na różne sposoby. Moje wywody o aspektach zdrowotnych, estetycznych i społecznych dają umiarkowane skutki. Sugestie, że jeśli już coś wydłubie, może wytrzeć to w chusteczkę, wykłady o higienie i moje wyznania, że mnie to po prostu po ludzku brzydzi - nie robią wrażenia. Długoterminowe ignorowanie zjawiska też nie działa. Miśka ma to wszystko najwyraźniej w... nosie:) W sumie jakiś czas po rozmowie jest lepiej, ale jedzenie gili wraca z każdym sezonem na infekcje. Dla mnie: horror! W zeszłym tygodniu tak sobie wieczorem leżałyśmy, rozmawiałyśmy o życiu i nagle paluszek córki bezwiednie powędrował do noska, wygrzebał przekąskę, która została w mgnieniu oka zjedzona. Bleeeh -pomyślałam, fuuuj - pomyślałam i pełna niemocy zadałam pytanie: - Słonko, czy to naprawdę jest fajne, to zjadanie gili? - Mamo - mówi  pełna zachwytu - one są taaaaakie smaaaaaczne. to jej (niebieska) perspekt...

jak w bajce:)

No to krótko i na (bajkowy) temat: Bardzo dobrze pamiętam pewną krótką wypowiedź mojej córki, bo padła w Dniu Matki, gdy Misia miała 3 latka: Mi: mamooo, wiesz? ja jestem księżniczką, a tata jest moim księciem. ja: Yhym, a ja? Mi: Ty możesz być... smokiem! To była rzeczowa wypowiedź, pełna pewności, że to dobre rozwiązanie. Upłynęło trochę czasu i pani reżyser obsadziła mnie w nowej roli. Scena z wczorajszego wieczoru. Misia z tatą są w łazience i się przymilają: Mi: Jestem księżniczką - mówi zalotnie. A ty jesteś moim księciem. Mąż: Mmmm - rozpływa się, po czym pyta: A mama kim jest? Mi: Hmmm może być służącą:) a jak przy tym się chichrała! To już nie wiem czy lepiej być smokiem czy służącą? No dobra - poczekam - może doczekam się  roli jakiejś królowej, choćby złej albo wróżki chociaż. Z bagien. Na więcej nie liczę. :)

coś w ten deseń:)

Mi ubrała się: - legginsy granatowo-seledynowe w fioletowo-różowe duże motyle  - spódniczka  miętowa w białe groszki i z falbanką - bluzka na długi rękaw błękitna w taki mały wzorek typu łączka - bordowe różyczki - spinki z kokardkami w biało-granatową kratkę - trampki w kwiatki wszelkich kolorów pod spodem gładka (!) bluzeczka na krótki rękaw w kolorze bladego różu. Oby się wypogodziło! Dawno temu, kiedy kupowałam jeszcze prasę kobiecą (teraz tylko internety i Misi gazety z tryliardem! naklejek gratis i jakąś tandetną zabawką, która zawsze "coś robi") na stronie z hasłem "Trendy" pokazano dziwaczne jak dla mnie wtedy połączenia, np. spodnie w paski z bluzką w kwiaty, do tego niepasujące kolory, albo wzory etno do pary z geometrią. Do tego fasony z różnych dekad i tkaniny każda z innego podwórka. "Co za ekstrawagancja!" - pomyślałam wówczas.... :)

ciapek w łatki

Misia już jakiś kwartał temu opanowała Painta. I nie, nie siedzi przy nim dużo. Może w sumie z 10 razy po pół godzinie (powyżej tego czasu jej się nudzi i zwykle odchodzi od komputera) przez te trzy miesiące. Widziałam już różne cuda, jakie stworzyła, ale to powaliło mnie na kolana. Zdolność dzieci do nauki, pomysłowość, umiejętność naśladowania - czuję zachwyt. Raz zrobiłam dla niej takiego pieska i ona na to tylko patrzyła, to było z miesiąc temu. Ja śmigałam szybko, nie było to więc celowe uczenie. Kilka dni temu robiłam coś w kuchni i jak mnie zawołała, nie wierzyłam własnym oczom. Ona ma 4 latka:) a to ten mój sprzed miesiąca (Misia kolorowała i stworzyła dodatki) dobra, dobra, wiem, widzę przecież:) -  Mi rządzi plastycznie!

Złomkiem być:)

Wieczorem tuż przed spaniem. Mówię czule: Misio masz takie piękne oczy w kształcie migdałków i takie są niebieskie jak jezioro, albo niebo. I Twoje ustka są w kolorze malinek i policzki masz takie różowiutkie (rozczulenie, uniesienie, jestem fioletowo-różową tęczą, świat jest piękny, bo widzę piękno, dotyk mam jak babie lato, fruwam wysoko). i nagle jeb, lecę w dół, na zwykłą, szarą, prawdziwą ziemię: "mamusiu Ty też jesteś taka piękna. I ząbki masz jak Złomek". Ej no. Ja byłam niedawno u ortodonty. Ale on poproszony o realne koszty aparatu podał kwoty i ja je dodałam i całościowo wyszło 7000 zł...:), te wszystkie wizyty, dokręcanie śrubek. Nie, nie teraz. Pozostała mi na razie samoakceptacja level hard - oto ja:

kuktasy, syrenka i faszyn

Co my się ostatnio naśmiejemy:):):) Cudaka takiego mamy pod dachem, że hej! Język jej się plącze, rzeczywistości nakładają i dobry gust wyrabia:) 1. ja: wiesz Misio - K. jedzie do swojej dziewczyny. Jedzie tam pociągiem. Mi: dlaczego? ja: bo ona jest z innego miasta. Mieszka nad morzem. Mi: (całkiem serio) to ona jest syrenką??? ja: ? :) (a przy okazji widzieliście to? i co tu wybrać?:) 2. kupiłyśmy lody. Misia wybrała kaktusa. Idzie, zajada i mówi: mamo, teraz te kuktasy są inne, mają więcej polewy:) (naprawdę mają! tej zielonej - kto fan, ten do sklepu! oto on: kaktus ) ja: chyba kaktusy? Mi: a no, no! kaktusy:) 3. tym razem koleżanka z przedszkola. Wchodzimy do Rossmana. Jeśli bywacie, to wiecie, że są tam takie standy obwieszone biżuterią: kolczyki, naszyjniki, bransoletki, słowem świecidełka w sam raz dla małych sroczek:). Spotykamy koleżankę Misi. Gdy Z. zauważa Mi , wykrzykuje radośnie jej imię, podbiega, łapie za rączkę i prowadzi w stronę tych plastikowo-sz...

z ostaniej chwili - (niepełno)sprawni!

Obejrzałyśmy z Misią ten filmik: a potem taka rozmowa: - Minia o czym był ten filmik? - o chłopcu, który nie chciał pieska - a potem co było? - potem go pokochał - a czego nie miał ten piesek? - piłeczki - a ten chłopiec - pieska - a dlaczego ten chłopiec miał kule? - bo ma chyba chorą nóżkę ...... zdecydowanie z niebieskiej perspektywy! przypomniało mi to poniższą kampanię: kiedy nasze dzieci zaczynają widzieć różnicę? :)