Przejdź do głównej zawartości

Posty

krzesło elektryczne i kot w piekarniku

Za nami trochę wolnego. Urlop znaczy się. I takie trzy zabawne sytuacje zanotowałam w pamięci (nie wszędzie było fifi:). Dwie z nich mają w sobie nutkę grozy. Trzecia w typowym stylu mego Męża. Na całość przymrużcie oko;) 1. W piątkowe popołudnie wyjeżdżaliśmy na weekend na wsi. Niestety wypadła nam niespodziewana wizyta lekarska, która poskutkowała dwugodzinnym kręceniem się po mieście. Nasza podróż jeszcze na dobre się nie rozkręciła, a Mi już włączyła marudzenie. To jasne - każdy z nas chciał być już w trasie, więc w pełni ją rozumiałam. W efekcie zanim w ogóle wyruszyliśmy z miejskich zakamarków, już mieliśmy dość. Do tego piątek to u nas Dzień Małej Zabaweczki, zatem należało jeszcze zakupić zabawkę i dopiero wtedy fru! w drogę:) Wychodząc samochodu - Misia miała zostać z tatą w aucie  - zapytałam ją o preferencje i tak powiedziała: "mamo, kup mi coś elektrycznego!" (bo teraz ma fazę na zabawki mechaniczne lub elektryczne, które "coś robią":)). A...

wynagrodzenie minimalne:)

Gdy podczas domowych porządków znajduję zawieruszoną monetę, to czuję, jakbym oto dostała wypłatę:D zdjęcie znalezione na stronie Mennicy Polskiej Uśmiecham się ironicznie i chowam ją do kieszeni. A podczas ostatniego sprzątania* znalazłam 50 gr, a potem niespodziewanie jeszcze 10 gr i pomyśałam: "Ooo! Premia!" :) *dawno to było i jak się nie wezmę, to niedługo u nas będzie tak: znalezione na Arteide (fb) na poprawę humoru, lawirując między stertami tego i owego, śpiewam sobie poniższą piosenkę: (bardzo lubię teledysk!) albo tą (stare, ale nadal jare): życzę Ci dobrego poniedziałku i twórczego tygodnia! :)

co może sprawić, że dziewczyna powie brzydko?

Misi wczoraj po raz pierwszy nie wyszedł make'up:) Na rysunku wprawdzie, ale zawsze:) Rysowała dwie dziewczynki i zawołała nagle pełna złości: "mamooooooo! nie udała mi się rzęsa". I ta rzęsa wyglądała, rzeczywiście jak pociągnięta zbyt dużą ilością tuszu... To przypomniało mi filmik, który niedawno bardzo mnie rozbawił. Misi reakcja była bardzo podobna do tych poniżej:) też tak macie?:) ja zdecydowanie!

najgorsza matka na świecie

Wierzę w świat bez przemocy. Jedyne czego od nas taki świat wymaga to dialogu, prawdy i empatii. To tak niewiele. I takie dostępne. Eh. Uczę moją córkę, że z ludźmi nie trzeba rywalizować.  Że każdy ma w sobie szczerozłote serce, a jeśli go nie okazuje, to być może zapomniał o tym. Przedstawiam wartość współpracy. Nie wywieram presji, że coś musi, bo inni to robią. Rozmawiamy, gdy razem widzimy, że ktoś kogoś źle potraktował. Nauczyłam ją prawdy. Tylko raz mnie okłamała. Sama tego nie robię wobec niej. Pokazuję też, że warto dbać o swoje potrzeby, ale nie kosztem innych i na odwrót. Nie wciskam jej na siłę, że ludzie są tylko od tego, żeby sobie nawzajem pomagać. Ja uważam, że ludzie są od tego żeby być ze sobą, tworzyć relacje. Wspieranie jest jedną z form bycia razem z tysiąca możliwych (ale o tym napiszę innym razem:)). Pokazuję Misi, że życie to nie tylko wyścig z najlepszymi , obrona przed silniejszymi i pomaganie słabszym (przecież to brzmi jak pole bitwy...). Że p...

zakomunikuj mamo!

Już ze trzy lata temu widziałam pewien wywiad w telewizji. Osoby: pani psycholog i zaczepny dziennikarz. Temat: jak wytłumaczyć dziecku, że wakacje to wakacje i że wtedy jest większy luz i jakim cudem powrócić potem do codziennej rutyny? Psycholożka zupełnie naturalnie odpowiedziała oczywistą oczywistość, że z dzieckiem trzeba porozmawiać i wyjaśnić, że teraz jest tak i tak, bo to i to, ale jak wrócimy do domu to będzie znów normalnie. Kiedy wyślemy jasny komunikat dziecko zrozumie i będzie wiedziało czego się spodziewać. Już nawet dwuletnie dziecko potrafi zrozumieć, kiedy się je poinformuje. Tak powiedziała. Na to dziennikarz: Czyli jest pani zwolenniczką partnerskiego podejścia do dziecka (już wtedy okrytego złą sławą..., więc powiedział to tak wiecie: "tu cię mam")? A pani ekspert zupełnie spokojnie: Nie. Jestem za to zwolenniczką komunikowania się z dzieckiem. Utkwiło mi to w sercu i zawsze widziałam w naszej codzienności rezultaty takiego podejścia, sprawdzało...

coś w ten deseń:)

Mi ubrała się: - legginsy granatowo-seledynowe w fioletowo-różowe duże motyle  - spódniczka  miętowa w białe groszki i z falbanką - bluzka na długi rękaw błękitna w taki mały wzorek typu łączka - bordowe różyczki - spinki z kokardkami w biało-granatową kratkę - trampki w kwiatki wszelkich kolorów pod spodem gładka (!) bluzeczka na krótki rękaw w kolorze bladego różu. Oby się wypogodziło! Dawno temu, kiedy kupowałam jeszcze prasę kobiecą (teraz tylko internety i Misi gazety z tryliardem! naklejek gratis i jakąś tandetną zabawką, która zawsze "coś robi") na stronie z hasłem "Trendy" pokazano dziwaczne jak dla mnie wtedy połączenia, np. spodnie w paski z bluzką w kwiaty, do tego niepasujące kolory, albo wzory etno do pary z geometrią. Do tego fasony z różnych dekad i tkaniny każda z innego podwórka. "Co za ekstrawagancja!" - pomyślałam wówczas.... :)

czy Chińczycy siorbią?

na wesoło:) 1. Siedzimy u babci. Mąż: dobra jedziemy do domu, bo przede mną kupa roboty. Misia: kupa robota? kupa robota!!!! hahahaha! kupa robota! Ja: może ze śrubek? Mi: tak, kupa ze śrubek, kupa, kupa, kupa robotaaaa ze śrubeeek:) i leje do czerwoności. Znacie ten dziecięcy, zaraźliwy śmiech? Więc wszyscy w koło byliśmy rozbawieni, a hasło "mam kupę robota (zamiast roboty) już w  naszym słowniku zostanie:) 2. Moje dziecko ma teraz fazę pytań z kosmosu. Robi coś, np. buduje z klocków i pyta: "mamo, czy Chińczycy też siorbią?", albo gotujemy razem obiad i pada pytanie: "czy tata w pracy ma religię?" (potem wpadłam skąd to pytanie: no bo Mąż ma angielski w robocie, a Mi w przedszkolu ma angielski i religię, więc wiadomo logika:)) 3. Misiunia oglądała bajkę. Gdy ta dobiegła końca, lektor wypowiedział słowo "koniec", a córa z lekceważeniem i złością, rzuciła w stronę ekranu "dupiec!". I poszła. 4. Skoro już o tym, to pr...