Przejdź do głównej zawartości

Posty

Na szacunek zasługuje każdy z nas! Niezależnie od wieku. Każdy przychodzi na świat pełen godności! Czasem słyszę: "Masz mnie szanować, bo jestem starszy". To często zasłona. Stosowana przez osoby niepewne swojej wartości.  Być może nie chcą usłyszeć prawdy, przeciwnego zdania lub informacji o popełnionym błędzie (jak zresztą każdy z nas niekiedy nie ma na to ochoty). Tu szacunek nie ma nic do rzeczy... Mogę jednocześnie szanować, ale mieć swoją opinię i ją wyrażać (uwaga  - bardzo ważne jak to robię). Jedno drugiego nie wyklucza. Teraz to ja, Ty jesteśmy starsi od naszych (i nie naszych) dzieci. Nie należy nam się jakiś szczególny szacunek z uwagi na wiek. Respekt to coś uniwersalnego i bezwarunkowego! Przekazujmy to dzieciom, pokazujmy jak szanujemy innych, siebie i je same. Wiesz jaką stosuję empatyczną strategię, która pomaga mi nie zapominać o szacunku do innych? Nawet gdy zaczynam czuć do kogoś złość, niechęć, rozgoryczenie? T akże wtedy, gdy mi...

3 dialogi z Misią, które na pewno Cię rozbawią :)

1. Boska Szkrabianka Przychodzi w nocy, zaspana, ale humor dobry. Rzuca jakimś żartem,  głos ma zachrypnięty, senny, oczy przymknięte. Zaczynam się śmiać i na koniec salwy śmiechu, mówię: - Misieńko, jesteś świetna! Chwilowa cisza, po czym słyszę odpowiedź: - chyba BOSKA chciałaś powiedzieć. BOSKA - artykułuje z naciskiem. - a no tak, oczywiście - boska! - pokornie się poprawiam. Po czym Misia zapada w sen, zapewne pełen aniołów, grających na jej cześć na harfach. Bo najważniejsze, to nie zapominać o poczuciu własnej wartości. Nawet w stanie półsnu! :) 2. Matka nie gotuje obiadów Siedzimy w kuchni u mojej siostry. Rozmowa o pomysłach na obiad. A Misia siedzi, zajada rosół zrobiony przez ciocię i mówi: - a matka nie gotuje obiadów, wiesz? Na co ja lotem błyskawicy, kompletnie oburzona, jadę z koksem: - jak to nie gotuję? a w poniedziałek było to, we wtorek to, no przecież w środę tamto - zaczynam się bronić - dopiero w czwartek zamiawialiśmy pizzę...

rodzinnie bez nudy! - sprawdź te 3 pomysły: bałwan inaczej, góra ciastków i prosty teatrzyk cieni

Nadchodzi weekend. Kto ma kilkulatka lub szkolniaka w domu, albo całe ich stadko, ten wie, że... dobre pomysły, przeganiające nudę są na wagę złota w te dwa urocze dni, które - kieeedyś - daaawno - teeemu, były dla nas rodziców czasem odpoczynku:). Prędzej czy później szkrab lub szkrabianka, przypełzną i wypowiedzą złowrogie zaklęcie: NUDZĘ SIĘ! Wtedy warto mieć w zanadrzu kilka zabaw. Najlepiej jak są tanie. Jeszcze lepiej, gdy są proste i nie wymagają wielu przygotowań (chyba, że już same te przygotowania są frajdą!) A już w ogóle super - kiedy sprawiają frajdę nam - dorosłym :) :) :) Ponieważ z reguły wszystkie te trzy czynniki są dla mnie istotne (szczególnie ostatni* - koniecznie przeczytaj gwiazdkę, jeśli nie lubisz bawić się z dzieckiem), przez kilka ostatnich lat zgromadziłam arsenał takich zabaw lub sposobów na spędzanie wolnego czasu (co to jest wolny czas?:)). I tak wymyśliłam blogowy temat "rodzinnie bez nudy". Dzisiaj wielka premiera cyklu:) Spróbuj...

gacie po tacie

Tło: Nieopodal naszego domu jest mój ulubiony sklep drogeryjny. Przypadł mi do gustu, bo spośród chemii, którą kupuję* mają w zasadzie wszystko, czego potrzebuję. Ale nie to mnie najbardziej urzeka. Bardzo lubię tamtejszą obsługę. Zespół mega miłych pań. Po tylu latach robienia u nich zakupów znamy się na tyle, że polecą coś, jak korzystna promocja jest, krótko czasem pogadamy i wymienimy się uprzejmościami. Rotacja mała, więc twarze w zasadzie wciąż te same, a i moją fizjonomię pewnie już dobrze kojarzą. Uczę Mi (jak już - o ja nieszczęsna - zabieram ją ze sobą do sklepu. Staram się zostawiać ją z kimś w domu, gdy potrzebuję nabyć coś drogą zakupu**), że warto się ukłonić wszelkim pracownikom sklepu, więc w zamian pan ochroniarz, gdy widzi Misię serdecznie ją wita rozpromieniony. No to było miło. Gdyż kilka dni, po poniższej wizycie, czułam niezły obciach. Byłam czerwona, jak sprzedawane tam szminki. Kontekst: Z płcią dylematy są teraz. Co mogą chłopcy, a co dziewczyny: nosić...

2192 dni

2192 dni. Tyle jutro minie od naszego pierwszego spotkania. Chciałabym napisać, że było ono magiczną chwilą, ale... to nieprawda. Rozgoryczona byłam tamtymi wydarzeniami na sali porodowej, tym co mnie spotkało, ale po czasie dostrzegłam w nich duży swój udział. Niedojrzałość, strach, zewnątrzsterowność, nieufność do siebie samej, brak poczucia własnej wartości i sprawstwa - to elementy mojego stanu ducha, który towarzyszył mi, gdy na świat przyszła Misia (i każdego dnia przed jej narodzinami). Na szczęście, gdy zostałyśmy już tylko we dwie, zaczęła się dzika przygoda, ekscytująca wyprawa, wyczerpująca wspinaczka lub łagodna żegluga, innym razem spacer we mgle, a niekiedy ostra jazda rozpędzonym samochodem. Podróż. A podróże kształcą:) Dzięki niej temten stan umysłu, który miałam na porodówce (i już dużo wcześniej) dawno jest wspomnieniem. Zmieniłam się. I za to jestem Misi wdzięczna i będę już zawsze, bo jeszcze nieraz mnie zmobilizuje do przepoczwarzania się w ciekawszą, bardziej wart...

2017 - rok (prawie) bez klawiatury

2017 to dla mnie rok szczególny. Nie był to czas wielkich kroków, potężnych zmian, narodzin czy odejść, zmieniających wszystko decyzji. Przynajmniej na zewnątrz. Bo wewnątrz robiłam generalne porządki. Więc tak naprawdę było mnóstwo małych kroków, czasem w rytmie: dwa do tyłu i jeden w przód. I małych zmian, maleńkich, czasem niezauważalnych. "Urodziły" się nowe pomysły, relacje, marzenia, rozwiązania. Pozwoliłam "odejść" temu, co nieuniknione, czego nie było sensu kurczowo trzymać i sama odeszłam, jeśli czułam, że to dla mnie właściwe.  A decyzje?  W pewnej sprawie podjęłam decyzję "nic nie zmieniam", która zmieniła wszystko :) Więc w sumie.... 2017 to dla mnie rok szczególny. Był to czas wielkich kroków, potężnych zmian, narodzin czy odejść, zmieniających wszystko decyzji. Układałam siebie samą jak puzzle już od długiego czasu, ale tak jak w tym roku nie napracowałam się jeszcze chyba nigdy. Nie było to łatwe. Trudne raczej. Cholernie trudne czasem. Mi...

Święty Mikołaj XXI wieku

Większość dzieci nie wie, że św. Mikołaj już dawno był w ich domach. Wymęczony, blady, niewyspany, z setkami kilometrów za kółkiem. Nafaszerowany kawą i hotdogami ze stacji benzynowych. Jego sanie zapakowano po same brzegi, a renifery (przecież, że nie konie) mechaniczne robią, co mogą, by prezenty dotarły na czas. Zawsze, gdy go widzę, przyglądam się czy roznosi pod wskazane adresy rózgi, owinięte w papier pakowy. Nie zauważyłam. Równy gość. Kurier - św. Mikołaj XXI wieku. Ostatnio stałam się nawet elfem - pomocnikiem. Bo sąsiadów nie ma, czy można zostawić paczkę? Zgódź się raz:) Ale dzięki temu poznałam mieszkańców mojego piętra (sic!) Moje paczki już przyszły. W tym roku na to nie wpadłam, ale w przyszłym będę pamiętać, żeby uszykować torebkę z piernikami dla św. Mikołaja :)     Jaki prezent znalazłam w paczce dla siebie samej? O tym niebawem na fejsie! :)